Ciągle jest o co walczyć

Udało się wygrać dwa kolejne mecze, a nadal nie wiemy, co myśleć o formie Lecha. Po spotkaniu w Gliwicach wydawało się, że teraz będzie już tylko dobrze. Zapomnieliśmy niestety, że Piast to drużyna wyjątkowo przyjazna wobec Lecha, dająca się ogrywać dziecinnie łatwo. Zostałaby przez niego pokonana nawet w formie ze słynnych meczów z Żalgirisem. Niestety, nie co tydzień gra się z Piastem. Widzew postawił trudniejsze warunki, a na dodatek miał przewagę w postaci… liczebnej przewagi Lecha. Nasza drużyna nigdy nie potrafiła sobie radzić w takiej sytuacji. Rok temu nie udało się pokonać osłabionej, desperacko broniącej się Pogoni. Kilka lat wcześniej na Łazienkowskiej grający w liczebnej przewadze Lech dał sobie w końcówce strzelić decydującego gola.

Wszystko przez to, że Lech staje się bezradny, gdy przeciwnik zamyka się na własnej połowie, a odległość między jego formacjami nie przekracza kilku metrów. Gra przypomina wtedy klasyczne walenie głową w mur. Jak wiadomo, żadna głowa z takiej próby zwycięsko nie wyjdzie. Można tylko stracić trochę szarych komórek i nabawić się zawrotów. Kiedy więc na samym początku Widzew stracił jednego gracza, można było być pełnym najgorszych przeczuć. To, co działo się w polu karnym gości, trzeba określić wielkim skandalem. Gdyby nasi zawodnicy otrzymali polecenie markowania ataków, strzelania obok bramki, celowania wprost w bramkarza, nieopatrznie strzeliliby z pół tuzina goli. Nakazano im jednak zdobywanie goli, a to zadanie przerosło ich aktualne możliwości.

Znacznie większe szanse na wysokie zwycięstwo byłyby w sytuacji, gdyby Widzew grał w pełnym składzie i nastawił się na wywiezienie z Poznania punktów. Dwa lata temu, gdy łódzka drużyna „zamurowała się” paraliżując ofensywne poczynania Lecha, udało jej się wyprowadzić jedną kontrę i wygrać. Rok temu, gdy Widzew był mniej uważny w obronie i bardziej nastawiony na atakowanie, został wypunktowany po czterech golach strzelonych w drugiej połowie. Łodzianom wydawało się, że skoro udało im się przetrwać bez strat 45 minut, to Lech będzie zdenerwowanym, a więc łatwym przeciwnikiem. Wykazali odwagę i bardzo się rozczarowali.

Mecz z Widzewem to już historia. Kolejnym przeciwnikiem będzie Podbeskidzie. Jest mało prawdopodobne, by u siebie zagrało z wzmocnioną obroną. Raczej pójdzie do przodu, tak jak zrobiło to niedawno w Poznaniu, gdy zwycięstwo nad Lechem pozwoliło mu zachować szanse na pozostanie w ekstraklasie. Nie można wykluczyć, że trener Czesław Michniewicz, dobrze znający możliwości poznańskiej drużyny, a jeszcze lepiej mentalność poznaniaków, przygotuje taktyczną niespodziankę. Nie tylko dla niego nie jest tajemnicą, że największym przeciwnikiem piłkarzy Lecha potrafią być oni sami. Poradzą sobie z każdą polską drużyną, ale jeżeli coś się w ich grze zatnie, nie potrzebują dużej pomocy rywala, by ponieść porażkę. Załatwią się sami.

Trener Lecha zapowiada, że drużyna będzie grać coraz lepiej i niebawem pokaże, na co ją stać. Chciałbym mu wierzyć, zresztą aż tak wiele kibicom do szczęścia nie potrzeba. Wystarczyć wygrać w Bielsku-Białej, gdzie dobrze radzą sobie drużyny bez klasowych graczy w składzie, a po przerwie na reprezentację, gdy będzie trochę czasu na pracę z piłkarzami wracającymi do zdrowia, ale jeszcze nie do pełnej formy, zwyciężyć w dwóch kolejnych, ważnych spotkaniach. Najpierw w Gdańsku, gdzie Lechia nigdy się nie „muruje”. Potem u siebie, a tak się składa, że będziemy gościć Legię. Ta drużyna też nie skupi się na obronie. W najbliższych meczach Lech nie będzie musiał się męczyć konstruowaniem zawiłych akcji w ataku, a więc wszystko jest jeszcze możliwe. Kibice wierzą, że ciągle jest o co walczyć. Oby za ich przykładem poszli piłkarze.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym