Doktor Andrzej Pyda, ortopeda, lekarz Lecha Poznań: trenujmy z głową!

Mnóstwo ludzi garnie się do sportu. Możemy już mówić o modzie na bieganie. Czy ktoś, kto jej ulega, a nie jest właściwie przygotowany, może zrobić sobie krzywdę?

– Ta moda przyszła do nas z innych krajów. W Ameryce jogging powszechnie uprawia się od kilkudziesięciu lat. U nas modny staje się nawet triathlon, wiele osób startuje w maratonach i półmaratonach. Wydaje się, że biegają już wszyscy, a skoro są to wszyscy, to nie brakuje wśród nich takich, co próbują zajmować się tym bez przygotowania. Nic dziwnego, że w gabinetach lekarskich pojawia się coraz więcej osób z urazami przeciążeniowymi.

Ma Pan do czynienia z takimi pacjentami?

– Oczywiście. Ulegają kontuzjom dlatego, że nie są przygotowani do uprawiania sportu. Inna sprawa, że wiele problemów dotyczących narządu ruchu ujawnia się dopiero pod wpływem uprawiania jakiejś dyscypliny sportu, wcześniej nie dają znać o sobie.

O jakiego rodzaju urazach mówimy? Na co mogą skarżyć się osoby aplikujące sobie zbyt duży wysiłek?

– Są to głównie stany przeciążeniowe. Nie mamy tu do czynienia z urazami piłkarskimi, mechanicznymi, wynikającymi z uderzenia, z kontaktu z przeciwnikiem. Powtarzająca się wielokrotnie czynność, wykonywana w nieprawidłowym wzorcu ruchowym powoduje, że niektóre struktury organizmu, na przykład więzadła, mięśnie czy ścięgna, nieprzyzwyczajone do wysiłku, nieodpowiednio przygotowane, ulegają przeciążeniom, a w konsekwencji stanom zapalnym. To wiąże się z bólem i ograniczeniem funkcji. Nie jest to bardzo groźne, ale nie poddając się leczeniu możemy spowodować, że nasza aktywność będzie ograniczona.

Jak się przed tym uchronić?

– Trzeba przewidywać, co się może wydarzyć w miarę zwiększania się wysiłku i czasu treningu. Konieczna jest profilaktyka, dostosowanie obciążeń treningowych do stanu wytrenowania. Pomocna może być ocena biomechaniczna i funkcjonalna, która wskazuje potencjalnie słabe punkty naszego organizmu. Trzeba też mieć świadomość, jak się rozgrzewać, jak rozciągać i jak trenować, żeby się nie przetrenować. Wszystko trzeba robić z głową. Jeżeli zaniedbamy któryś z tych elementów, zawodnik lub amator chcący przebiec maraton, a przygotowujący się do tego intensywnie dopiero dwa miesiące przed faktem, może się spodziewać kontuzji, która mu to uniemożliwi. Niektóre dyscypliny wytrzymałościowe wymagają długiego treningu, przygotowania tkanek i struktur organizmu. Spokój, długi czas na trening, rozwaga, dobry plan – bez tego sobie nie poradzimy.

Nie stosując tych zasad możemy sobie zrobić krzywdę, którą będziemy odczuwać do końca życia, czy nam to na szczęście nie grozi?

– Na nasze szczęście organizm ma mechanizmy obronne i kiedy dochodzi do poważnego przeciążenia, odczuwamy ból. Wtedy człowiek, unikając tego bólu, rezygnuje z powodującej go aktywności. Są i tacy, którzy próbują w takich sytuacjach stosować środki przeciwbólowe. Wtedy jest problem. Może dojść do trwałych uszkodzeń, których leczenie nie ogranicza się jedynie do zmiany aktywności i odpowiedniej rehabilitacji, a wielokrotnie kończy się operacją i dłuższym rozbratem ze sportem.

Przypuśćmy, że do biegu maratońskiego przygotowuje się ktoś, kto nigdy z trenowaniem nie miał do czynienia. Ile czasu musi poświęcić, by właściwie przystosować swój organizm do takiego wysiłku?

– To sprawa indywidualna, każdy ma inny organizm. Trzeba ocenić poziom wytrenowania i sprawności fizycznej takiego człowieka. Jeżeli jest to osoba, która nagle wstała zza biurka, to aktywność musi ona sobie właściwie dawkować. Prawdopodobnie czeka ją dobry rok przygotowań do maratonu, jeżeli ma pokonać cały dystans nie robiąc sobie krzywdy. Wszystkie struktury organizmu muszą się do dużego wysiłku zaadaptować. Kto ma kontakt ze sportem, oczywiście nie potrzebuje aż tak długiego czasu.

Czym wspomagać organizm, by łatwiej tolerował wysiłek, nie był podatny na urazy? Ograniczyć się do suplementów, czy stosować poważniejsze medykamenty?

– Wszystko zależy od rodzaju i czasu wysiłku. W fazie początkowej wystarczy zbilansowana dieta. Przy odpowiednim nawodnieniu nie potrzebujmy żadnych suplementów. Jeżeli wysiłek jest większy, warto sięgnąć po suplementy, bo samą dietą nie potrafimy dostarczyć organizmowi tyle energii i mikroelementów, żeby wyrównać straty. W miarę, jak wysiłek i czas treningu wzrasta, wchodzimy na wyższy poziom wtajemniczenia i stosujemy odżywki optymalizujące proces treningowy.

A chemia? Warto ją stosować?

– Najlepiej jej unikać. Mówiąc o odżywkach mam na myśli preparaty węglowodanowe lub białkowe, które odpowiadają zapotrzebowaniu organizmu na wyższych poziomach intensywności treningowych. Należy tu wspomnieć też o nawodnieniu, które jest fundamentem jakiegokolwiek procesu treningowego. Można zjeść wszystkie możliwe odżywki, ale bez wody nic nam to nie pomoże. Wiele jest preparatów rzekomo podnoszących naszą sprawność i wydolność. Często ich skład jest niejasny i substancje w nich zawarte mogą być wręcz szkodliwe dla organizmu. Takich preparatów należy się wystrzegać.

Rozmawiał Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli