Lech grał do końca. Pokonał Cracovię

Zanim na boisku pokazali się Makuszewski, Gytkjaer i Jóźwiak, w ofensywie Lecha jakości było tyle, co kot napłakał. Wydawało się, że trenerowi bardziej zależy na ogrywaniu Nicki’ego Bille i Rakelsa niż na punktach. W końcówce wystarczyły dwie szarże „Makiego”, dwa precyzyjne strzały i Kolejorz potwierdził swoją przewagę. Otrząsnął się z czwartkowego niepowodzenia, odniósł drugie z rzędu zwycięstwo.

Zaangażowanie? To norma a nie powód do chwały

Możemy chwalić Lecha za ambicję i walkę w meczu z FC Utrecht, ale nie zmieni to faktu, że w pucharach już go nie ma. Został wyeliminowany przez przygotowującego się do ligowych rozgrywek europejskiego średniaka. Zabrakło trochę szczęścia, ale przede wszystkim piłkarskiej jakości. Klasowe drużyny nie popełniają kompromitujących błędów w obronie, wykorzystują grę w liczebnej przewadze. Cracovia, z którą Lech zmierzy się w lidze, jest słabsza od Utrechtu, ale prawdziwy test czeka go dopiero teraz. Test z zaangażowania.