Smutny wieczór przy Bułgarskiej

To już upadek klubu, czy może być jeszcze gorzej? Takie pytanie zadawali widzowie, którzy w liczbie niespełna 8 tysięcy przyszli na mecz, który w normalnej sytuacji byłby świętem. Brakowało dopingu i czołowych piłkarzy na boisku, bo zarząd klubu zastąpił trenera i zadecydował, że skoro nie potrafią oni grać co kilka dni, to mają się skupić na lidze. Jeśli w grudniu nie będą w czołówce tabeli, nie otrzymają premii za puchary. Nie muszą się więc stresowć – premii i tak nie wywalczą, skoro najlepszych piłkarzy sadza się na ławce.