Zwycięstwo Lecha w Lubinie. Tylko po co te nerwy po przerwie?

Kiedy Lech szybko zdobył dwie bramki i przed przerwą miażdżył Zagłębie, druga połowa miała być formalnością. Tymczasem gospodarze obudzili się niepodziewanie, dwukrotnie łapali kontakt po rzutach rożnych. Kolejorz do końca drżał o zwycięstwo, mimo wielu okazji do zamknięcia meczu. Wygrał 3:2, ale gdyby stracił punkty, to przez dramatyczną nieskuteczność. Oddał aż 29 strzałów, z tego 9 celnych.

Wbrew trenerskim zapowiedziom, nie było niespodzianek w składzie Lecha. Nawet wystawienie Alana Czerwińskiego, od dawna nie rozpoczynającego meczu w wyjściowej jedenastce, ma swoje uzasadnienie, bo to były zawodnik Zagłębia Lubin. Jak zwykle miejsce na ławce rezerwowych zajęli zawodnicy, od których wielu ligowych trenerów rozpoczynałoby ustalanie składu.

Od początku Lech częściej utrzymywał się przy piłce, zamykał gospodarzy na ich połowie. Zagłębie nie broniło się kurczowo, starało się wyprowadzać szybkie ataki, a kiedy następowało odzyskanie przez Lecha piłki, wędrowała ona po długim podaniu na drugą stronę boiska. Nie były to niestety podania celne, lepsze były próby rozegrania akcji podaniami krótszymi. Przewaga Lecha została zdyskontowana już w 8 minucie, po pomysłowo wykonanym rzucie rożnym. Douglas skierował piłkę blisko linii bramowej, a tam Milić nie miał problemu z celnym strzałem.

Po 5 minutach – stało się! Amaral! Lech prowadził już dwoma bramkami za sprawą gracza, który z pewnością marzył, by pokazać Dariuszowi Żurawiowi, jak bardzo się mylił lekceważąc go. Po pięknej akcji prawym skrzydłem, dośrodkowaniu Czerwińskiego, odbitą piłką z trudem, z użyciem głowy opanował Amaral, zdołał oddać strzał, po rykoszecie i nieudanej interwencji bramkarza zdobył bramkę. Nie był to filmowy gol, ale nikogo spośród kilku tysięcy dominujących na trybunach kibiców Kolejorza to nie zmartwiło.

Przewaga Lecha trwała, mnożyły się groźne akcje, ale ich owocem było tylko obicie poprzeczki przez Ba Loua i słupka przez obrońcę Zagłębia bliskiego „samobója”. Dominacja Lecha była przed przerwą zdecydowana. Na nic Zagłębiu nie pozwalał. Na kilkanaście jego strzałów 4 były celne, przy żadnym gospodarzy. Po przerwie sytuacja odmieniła się natychmiast. Wystarczyły 4 minuty niespodziewanej przewagi Zagłębia, by po rzucie rożnym i trochę przypadkowym strzale zdobyło kontaktową bramkę.

Po 3 minutach Lech znów prowadził dwoma golami. Ba Loua fantastycznie podał do Kamińskiego przez całą szerokość boiska, a ten pewnym strzałem głową posłał piłkę do bramki. Tradycji stało się więc zadość – Lech strzela gola w pierwszym kwadransie po przerwie. Zagłębie nie rezygnowało, po chwili znów złapało kontakt, znów po rzucie rożnym. Duży błąd popełnił mijający się z piłką Bednarek.

Gospodarze byli po przerwie zupełnie inną drużyną. Odważną, atakującą bezkompromisowo. Lech, który lubi takich przeciwników, był zaskoczony dziwnym obrotem sprawy i nie potrafił się przeciwstawić. Niby miał więcej miejsca do rozwinięcia skrzydeł, ale trudno mu było zrobić z tego użytek, gdzieś podziała się jego pewność siebie sprzed przerwy. I to mimo wejścia na boisko od początku drugiej połowy doświadczonego Pedro Tiby. Mecz był wyrównany. Można go było zamknąć w 89 minucie, gdy bardzo dobrze grający rezerwowy Skóraś świetnie obsłużył Ishaka, a ten z kilku metrów dokonał niemożliwego – obił poprzeczkę. Po chwili w dobrej sytuacji Kamiński przeniósł piłkę nad bramkę. Znów zawodziła skuteczność…

W doliczonym czasie gry Lech miał kilka jeszcze okazji do strzelenia gola, wciąż kotłowało się pod bramką Zagłębia. Piłka nawet wpadła do bramki, ale z pozycji spalonej. Chwilę potem szarżował dopiero co wprowadzony na boisko Ramirez, znów bez powodzenia. I wreszcie sędzia, wyjątkowo zresztą słaby, zakończył mecz, który miał przynieść pewne zwycięstwo. Trzeba się jednak było o nie bić.

Zagłębie Lubin – Lech Poznan 2:3 (0:2)
Bramki: Kamil Kruk 49, Lorenco Šimić 59 – Antonio Milić 8, João Amaral 14, Jakub Kamiński 53.
Żółte kartki: Kruk – Ba Loua, Tiba.

Zagłębie: Dominik Hładun, Jakub Wójcicki, Lorenco Simić, Kamil krok, Kacper Chodyna (86 Erik Daniel), Jakub Żubrowski, Łukasz Łakomu (86 Dawid Pakulski), Łukasz poręba (58 Filip Starzyński), Sasa Żivec, Adam Ratajczyk (87 Bartłomiej Kłudka), Patryk Szysz.
Lech: Filip Bednarek, Alan Czerwiński, Bartosz Salamon, Antonio Milić, Barry Douglas, Adriel ba Loua (74 Michał Skóraś), Radosław Murawski (46 Pedro Tiba), Jesper Karlstrom, Joao Amaral (74 Nika Kwekeweskiri), Jakub kamiński (90 Dani Ramirez), Mikael Ishak (90 Artur Sobiech).
Sędziował Damian Kos (Gdańsk).

Fot. Damian Garbatowski

Udostępnij:

Podobne

Jerzy Kopa nie żyje

To był trener, którego zasługi dla Lecha trudno przecenić. Nie tylko osiągnął doskonałe wyniki sportowe, ale i miał ogromny wpływ na przyszłość klubu. To od

Entuzjazm na wagę złota

Lech dąży do zbudowania mocnej drużyny – tu nikt nie ma wątpliwości. Nie chce przespać decydującego momentu, gdy rozgrywa się mecze kluczowe. Nie wolno, wzorem

Nie wolno pozostać w blokach startowych

Czy warto przejmować się wynikami meczów sparingowych? Zawsze lepiej wygrać niż przegrać, ale nie to jest głównym celem takich gierek. Czy warto przejmować się jakością

Drugi sparing, druga porażka Lecha

Nie widać jeszcze ręki nowego trenera. Piłkarzom Kolejorza nie kleiła się gra w drugim letnim sparingu, w którym mierzyli się z Pogonią Szczecin. Nie tworzyli