Zaliczka wywalczona, mimo wstydliwie słabej gry

Zwycięstwo 2:0 nad Dudelange powinno wystarczyć do awansu do fazy grupowej Ligi Konferencji. Jednak gra Lecha była dramatycznie słaba. Przez znaczną część spotkania rozgrywanego na własnym boisku bronił się przed atakami dużo niżej notowanej drużyny, nie potrafił przerywać jej ataków. Ponieważ forma jest z meczu na mecz słabsza, za tydzień w rewanżu zdarzyć się może wszystko.

Tylko pierwsze 6 minut meczu bezapelacyjnie należało do Lecha. Od razu przejął inicjatywę, a piłkarze Dudelange zachowywali się tak, jakby czekali na wyrok. I doczekali się, choć ich trener przed meczem bał się szybko straconej bramki. Gola ładnym strzałem zdobył Velde i kibicom, którzy w bardzo skromnej liczbie znaleźli się na trybunach wydawało się, że to początek strzelaniny. A tu nic z tego. Zamiast dalej atakować, Lech pozwolił się zepchnąć do obrony.

Niemoc Kolejorza była żałosna. Miał ogromne problemy z odebraniem piłki nacierającym gościom. Gdy się to udawało, to tylko na moment. Można było podejrzewać, że to zachowanie celowe, by wciągnąć rywala na swoją połowę i go skontrować. Nic z tego. Nie było żadnych kontr. Było bezładne wybijanie piłki. Lechici górowali nad rywalami wyszkoleniem, ale na nic się to nie przekładało, gdy masowo popełniali błędy, strata goniła stratę, a celował w tym Rebocho. Portugalczyk grał tak, jakby był zamroczony. Posyłał piłkę poza boisko, przegrywał pojedynki. Niemal wszystkie piłki kierowane na środek boiska padały łupem graczy Dudelange.

Jeszcze w pierwszej połowie trener gości wymienił swych dwóch piłkarzy. Można było zgadywać, czy z powodu urazów, zmęczenia upałem, czy też w wyniku zmiany taktyki na ofensywną gdy okazało się, że z Lechem można grać jak równy z równym. Druga połowa nie przyniosła zmiany zachowania piłkarzy Lecha. Nadal skupiali się na obronie. Kiedy przechodzili do ofensywy, a zdarzyło im się to kilkakrotnie, od razu robiło się groźnie pod luksemburską bramką. Długo nie udawało się tego zdyskontować, aż Rebocho posłał piłkę w pole karne, gdzie Ishak z powietrza wpakował piłkę do bramki. Obrońcy protestowali widząc pozycję spaloną. Jeśli litewscy sędziowie się pomylili, to nie pierwszy raz w tym meczu. Podjęli mnóstwo niezrozumiałych decyzji.

Lech miał jeszcze świetną okazję bramkową, ale wyniku już nie podwyższył. Końcowe minuty były dramatyczne, bo goście ambitnie nacierali i tylko brak umiejętności nie pozwalał im na zdobycie gola. Byli tego bliscy po podaniu na wolne pole. Milić ratował sytuację faulem, za który ujrzał czerwoną kartkę. Luksemburczycy rzucili się do ataku, Lech do końca bronił się rozpaczliwie i bezładnie, ani mu było w głowie wyprowadzenie piłki na środek boiska. Żal było na to patrzeć, ale szansa awansu jest bardzo realna.

Lech Poznań – F91 Dudelange 2:0 (1:0)
Bramki: Kristoffer Velde 6, Mikael Ishak 66
Żółte kartki: Diouf, Vova.
Czerwona kartka: Antonio Milić (88. minuta).
Lech: Filio Bednarek, Joel Periera, Maksymilian Pingot, Antonio Milić, Pedro rebocho, Kristoffer Velde (67 Gio Citaiszwili), Radosław Murawski, Jesper Karlstrom (61 Nika Kwekweskiri), Joao Amaral (61 Filip Marchwiński), Michał Skóraś (90 Barry Douglas).
Dudelange: Lucax Fox, Eliot Gashi (38 Sylvio Ouassiero), Aldin Skenderović, Jules Diouf, Mehdi Kirch, Bruno Freire (38 Vova), Charles Morren, Jajvid Sinani (72 Edis Agović), Filip Bojić, Joao Magno (72 Francisco Ninte), Samir Hadji (90 Calmente Pedro Mendes).
Sędziował Manfredas Lukjancukas (Litwa).

Udostępnij:

Podobne