Żalgiris lepszy od Lecha?

Żal było patrzeć na wyczyny piłkarzy z Poznania. Miejscowi kibice, którzy zasiedli na trybunach kameralnego stadioniku wyczyny gości obserwowali z niedowierzaniem.

Dla mieszkańców Wilna było to duże wydarzenie społeczne, obyczajowe, polityczne, sportowe. Na spotkanie z miejscową drużyną przyjechał markowy klub z Polski – Lech Poznań. Nie przyjechał zresztą sam, lecz razem ze swymi złą sławą owianymi – jak alarmowały miejscowe media – kibicami. Miejscowi przecierali oczy ze zdumienia widząc wielkie siły policyjne, prawdopodobnie sprowadzone z całego kraju. Nie brakowało i policjantów z Białegostoku. Prawdopodobnie funkcjonariuszy było nie mniej niż kibiców gości. Jak się okazało, to nie goście, lecz miejscowi szowiniści usiłowali wszczynać burdy.

Kibice Lecha zebrali się pod Ostrą Bramą. Przeszli na stadion wznosząc okrzyki, które tak zbulwersowały niektórych polskich komentatorów, że aż oskarżyli fanów Kolejorza o próbę zbrojnego odbicia Wilna z rąk litewskich. Chcąc cokolwiek skomentować, najlepiej być na miejscu, obejrzeć wydarzenia na własne oczy, posłuchać wypowiedzi jednej i drugiej strony. W tym przypadku – polskiej i litewskiej. Można się w ten sposób uchronić przed narażeniem się na śmieszność. W dobie Internetu nie zaszkodzi też zapoznać się z opiniami miejscowej prasy, także polskojęzycznej: http://kurierwilenski.lt/2013/08/02/mecz-ale-show/.

Kibice Lecha pokazali się z dobrej strony i z pewnością rozczarowali tych, co liczyli na zadymę, surowe kary dla Lecha i inne „ciekawe” wydarzenia. Na wysokości zadania nie stanęli natomiast poznańscy piłkarze. Sprawili, że Polacy, liczący na utarcie nosa zarozumiałym Litwinom, musieli się mocno wstydzić. Grali ospale, atakowali w jednym tempie, bez przyspieszeń. Kiedy doczekamy się ostatecznego pożegnania z pseudo stylem wprowadzonym przez Jose Mari Bakero?

W przeciwieństwie do gości, piłkarze Żalgirisu pokazali się z dobrej strony. Walczyli zawzięcie, nie było dla nich straconych piłek, a każdy przechwyt był okazją do wyprowadzenia błyskawicznego ataku. Piłka nie była wybijana bezmyślnie do przodu, lecz kierowana do jednego ze skrzydłowych wychodzących na pełnej szybkości. Po każdym takim zagrani obrońcy Lecha musieli dawać z siebie wszystko, by nie dać się zaskoczyć. Tylko raz się to nie powiodło, gdy oślepiony słońcem Kotor przepuścił piłkę, którą miał obowiązek zatrzymać.

Pod koniec meczu wyczerpani bieganiem za piłką Litwini opadli trochę z sił, ale Lech nawet tego nie potrafił wykorzystać. Hamalainen miał jeszcze w pierwszej połowie idealną sytuację, strzelił jednak za słabo. Po przerwie kilkakrotnie strzelał Ubiparip, ale tylko raz groźnie. Lovrencsics grał krótko i krzywdy gospodarzom nie zrobił. Teodorczyk pokazał taką formę, że Lech grał właściwie w osłabieniu.

Po meczu kibice wezwali piłkarzy na pogadankę, oberwało się też trenerowi. Kibice skandowali ostre słowa, piłkarze stali ze spuszczonymi głowami. Żal było na nich patrzeć. Znaleźli się o krok od pożegnania się z europejskimi rozgrywkami. Strata wizerunkowa byłaby ogromna, a finansowa – katastrofalna.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny

Taktyczna innowacja się broni. Póki co

Nie udało się przywieźć zwycięstwa z Białegostoku, choć niewiele do niego brakowało – determinacji i trochę szczęścia. Strata punktów nie przełożyła się na sytuację w