Wymarzony początek rozgrywek. Lech wypunktował Raków

Wynik 3:0 sugeruje dużą przewagę i pewne zwycięstwo Kolejorza. Tak nie było, a po godzinie gry, zanim uśmiechnęła się do niego wideoweryfikacja trudno było uwierzyć, że uda się cokolwiek zdziałać. Raków pokazał się jako zespół bardzo dobrze ustawiony taktycznie, zdyscyplinowany, z dużą jakością.

Przez pierwsze 10 minut można było przecierać oczy ze zdumienia. Raków zamknął Lecha na jego połowie, nacierał, nie pozwolił mu powąchać piłki. Nie było z tego strzałów ani groźnych akcji, były rzuty rożne i dośrodkowania. – Taki mieliśmy pomysł. Nie chcieliśmy pozwolić Lechowi od początku się rozpędzić, bo mimo osłabień jest groźny – mówił potem trener gości Marek Papszun.

Gospodarze otrząsnęli się z tej przewagi, wyprowadzili pierwsze ataki. Filip Marchwiński oddał dobry strzał, bramkarz Rakowa obronił, zapobiegł też dobitce Gytkjaera. Gra się wyrównała, ale o Lechu nie można powiedzieć ani jednego dobrego słowa. Był po prostu bezradny, nie miał pomysłu na skruszenie solidnej obrony Rakowa, jego akcje były powolne, ale i tak się rwały.

Podobnie przedstawiał się początek drugiej połowy. Lech próbował grać szybciej, atakował większą liczbą zawodników, szukał prostopadłych podań. Goście dobrze sobie z tym radzili, potrafili odebrać piłkę i natychmiast przenieść ją na drugą połowę boiska. Lechici licznymi błędami, niecelnymi podaniami ułatwiali im zadanie. Brakowało jakości, nie ma teraz w składzie wielu zawodników wartościowych. Rośli obrońcy Rakowa, zwłaszcza Petrasek przechwytywali wszystkie dośrodkowania, główny ofensywny pomysł Lecha.

Nie wiadomo, jak by się to skończyło, prawdopodobnie bezbramkowym remisem, gdyby nie jedna z wielu wrzutek w pole karne. W powietrznym pojedynku bramkarz trafił Gytkjaera w głowę. Sędzia podyktował rzut rożny, mimo iż Duńczyk dotknął piłki jako ostatni. Piłkarze Lecha domagali się weryfikacji tej decyzji twierdząc, że arbiter nie dostrzegł faulu. Byli tak pewni swego, że położyli piłkę na jedenastym metrze. Po długim namyśle i kilkakrotnym obejrzeniu powtórek sędzia przyznał im rację, a poszkodowany okazał się pewnym strzelcem.

– Mam nadzieję, że po tym meczu nikt w Lechu nie będzie się skarżył na błędy sędziego – ironizował potem trener Rakowa nawiązując do późniejszych wydarzeń. Otóż goście mocno natarli i niewiele im brakowało do wyrównania, poznańska obrona miała coraz większe problemy. W trakcie jednego z takich ataków Karlo Muhar powstrzymywał gracza Rakowa przed polem karnym, uniemożliwiał mu rozpędzenie się. Dyskretnie używał przy tym ręki, na co goście i ich trener zareagowali protestami, domagali się rzutu wolnego z 18 metrów.

Nie dość, że sędzia nie zareagował, to Lech natychmiast wyprowadził kontrę. Z piłką rozpędził się Jóźwiak, który w drugiej połowie z każdą minutą grał coraz lepiej, biegał coraz szybciej. Wypatrzył po drugiej stronie pola karnego Puchacza. Zawodnik, który w całym spotkaniu zanotował mnóstwo strat i nieudanych dryblingów, tym razem zachował się bez zarzutu. Przyjął piłkę, poszukał wolnego miejsca i oddał mierzony strzał trafiając idealnie. Nie wiemy, co trener Papszun powiedział wówczas sędziemu, ale chyba nic miłego, skoro został wyrzucony do szatni.

Raków wciąż atakował licząc na zdobycie kontaktowego gola i zafundowanie gospodarzom nerwowej końcówki. Lech bronił się mądrze, bo młodzi zawodnicy wychodząc na prowdzenie zawsze łapią luz, cieszą się grą. Tak było i teraz. Wystarczyło trochę kombinacyjnych akcji na własnej połowie i wypuszczenie do boju szybkiego jak wiatr, nieuchwytnego dla obrońców Jóźwiaka. Padła jeszcze jedna, przepiękna bramka. Jakub Moder oddał mierzony strzał z dystansu trafiając w narożnik. Mało tego – były kolejne okazje bramkowe, co jeszcze dobitniej by pokazało, jak przewrotny bywa futbol.

Puchacz i Moder nie posiadali się z radości. Ten pierwszy zdobył wreszcie upragnioną bramkę na własnym stadionie. Drugi trafił do bramki rywala pierwszy raz, akurat przed poznańską widownią. Powody do szczęścia mieli też Filip Szymczak i Julek Letniowski. Zaliczyli debiuty w ekstraklasie.

Lech Poznań – Raków Częstochowa 3:0 (0:0)

Bramki: Christian Gytkjær 67 (k), Tymoteusz Puchacz 81, Jakub Moder 87.

Żółte kartki: Petrášek, Musiolik, Szumski, Tudor.

Lech: Mickey van der Hart, Jakub Kamiński, Lubomir Satka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz, Tymoteusz Puchacz, (83 Juliusz Letniowski), Karlo Muhar, Filip Marchwiński (72 Jakub Moder), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjær (89 Filip Szymczak.

Raków: Jakub Szumski, Daniel Mikołajewski, Tomas Petrasek, Jarosław Jach, Fran Tudor (83 Piotr Malinowski), Igor Sapała (76 Felicio Brown Forbes), Rusłan Babenko, Petr Schwartz, Miłosz Szczepański (83 Bryan Nouvier), Daniel Bartl, Sebastian Musiolik.

Widzów 10.872

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo