Wstydu nie było. Awansu też

Zmasakrowany kontuzjami Lech nadspodziewanie dobrze i dzielnie grał w Belgradzie, wywalczył cenny remis. Awans gospodarzy ani przez moment nie był zagrożony, co nie dziwi biorąc różnicę klasy zawodników i stan drużyny gości. Pozbawiony najwartościowszych zawodników Kolejorz postawił po sobie dobre wrażenie. Walczył do końca, cennego gola w samej końcówce zdobył niezawodny Ishak. Nie wiadomo, na jak długo trener Frederiksen stracił kolejnego piłkarza – Roberta Gumnego. Crvena Zvezda – Lech Poznan 1:1.

Trener Lecha znów musiał się uciec do rozwiązania z konieczności zastosowanego w pierwszych dwóch meczach nowego sezonu – wystawienia na prawej stronie boiska dwóch bocznych obrońców. Po wcześniejszych i ostatnich kontuzjach zabrakło mu skrzydłowych i „dziesiątki”. Jako rozgrywający wystąpił skrzydłowy Palma. Od dawna było wiadomo, że Sousa jest prawie poza klubem, ale późno sprowadzony Rodriguez nie może go jeszcze zastąpić, ze składu wypadł Jagiełło. Wydawało się, że słowa Frederiksena, że może zastąpić nieobecnych graczami klasowymi to zaklinanie rzeczywistości, ale w pierwszej połowie nie było się czego wstydzić, nawet jeśli nie udało się realnie zagrozić gospodarzom.

Skład był nietypowy, lecz i tak nie przetrwał na boisku długo. Już po dwóch minutach Gumny, szarżujący na bramkę Crvenej, został brutalnie sfaulowany, za co serbski defensor otrzymał żółtą kartkę, a Palma był bliski wykorzystania rzutu wolnego, bramkarz z trudem wybił na róg piłkę po jego uderzeniu. Cóż z tego, skoro gracz Lecha ucierpiał tak bardzo, że mimo iż chciał kontynuować grę, to musiał opuścić boisko powiększając liczną grupę graczy niezdolnych do gry. Zastąpił go Szymczak.

Lech grał nadspodziewanie dobrze i składnie, być może dlatego, że gospodarze na zawiesili wysoko poprzeczki, dali mu sporo swobody. Nie było z tego konkretnych korzyści, ale przynajmniej gra toczyła się daleko od bramki Mrozka. Przez pierwsze 20 minut to goście sprawiali lepsze wrażenie, ale wystarczyło jedno przyspieszenie Serbów, by w obronie trzeba było bić na alarm. Zakończyło się rzutem rożnym, z którego Lech ledwo się wybronił. Gospodarze nie biegali dużo ale grali ostro, po kolejnym faulu problemy zdrowotne miał Kozubal, a sprawca ujrzał żółtą kartkę, choć nie byłoby zdziwienia, gdyby kolor był inny.

Jeśli gospodarze tworzyli groźne okazje bramkowe, to po błędach, niecelnych podaniach Lecha, który takimi, charakterystycznymi dla siebie zagraniami psuł cały pozytywne efekt. Mimo tego wydawało się, że do przerwy uda się nie stracić bramki, czyli pozostawać w grze, ale złe zachowanie Moutinho, który dał się wyprzedzić jak junior, faul Skrzypczaka i rzut karny dla Crvenej. Po celnym strzale Ndiaye przewaga Serbów w dwumeczu wzrosła do trzech bramek. Po przerwie gra Lecha nie zmieniła się, była płynna, ale tylko do czasu popełniania kolejnych kompromitujących błędów. Po 10 minutach niewidoczny dotychczas Bengtsson po zwodzie wpadał w pole karne, został jednak sfaulowany i rywal musiał do końca meczu grać w osłabieniu po czerwonej kartce.

Crvena w tej sytuacji wzmocniła obronę, a zmęczony Lech nie dawał rady podkręcić tempa. Trener Frederiksen długo zmian nie robił, bo brakowało mu zawodników. Dopiero na ostatnie minuty weszli do gry Rodriguez i Fiabema. Goście nie mogli zagrozić Serbom grając powoli i schematycznie. Brakowało szybkich skrzydeł, gra toczyła się w głównie w środku. boiska i była łatwa do rozszyfrowania. W takiej sytuacji ujawniała się klasa mistrza Serbii, który umiejętnie zwalniał grę, wypychał Lecha ze swej połowy, momentami potrafił przyspieszyć i poważnie, choć małą liczbą zawodników, zagrozić Mrozkowi. Fiabema szybko pokazał „klasę” dziecinnie łatwo tracąc piłkę. Można powiedzieć, że Lech nie miał już liczebnej przewagi. Do końca dzielnie próbował jednak zdobyć gola i wreszcie dopiął swego. Dość przypadkowym strzelcem okazał się – a któżby inny! – Ishak.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny