Przed rewanżowym meczem przeciwko mistrzowi Serbii trudno o optymizm, nic nie sprzyja Lechowi. Przegrał pierwszy, poznański mecz 1:3. Otrzaskana w pucharowych bojach Crvena Zvezda pokazała, że ma piłkarzy silniejszych fizycznie i o wyższych umiejętnościach. W Belgradzie trzeba grać na Marakanie słynącej z niezwykłej atmosfery, żywiołowego dopingu. Na domiar złego Kolejorz traci kolejnych kontuzjowanych graczy. Trener Niels Frederiksen wierzy jednak w awans.
– Crvena zvezda ma przewagę dwóch goli, ale moim zdaniem to się da odrobić – powiedział t podczas oficjalnej przedmeczowej konferencji prasowej. – Nie musimy od razu rzucić wszystkich sił, ale 90 minut to wystarczająco dużo dla nas czasu. Od początku będziemy mieli nastawienie takie, jak w Poznaniu. Zobaczymy, jak ten mecz się rozwinie. Nie spodziewam się, by przeciwnik miał diametralnie inne podejście do nas niż przed tygodniem. Teraz ma dobrą zaliczkę, ale możemy z nią sobie poradzić.
Co tydzień Lech traci kolejnych graczy. Czy tak duża liczba kontuzji zdarzała się już trenerowi? Frederiksen twierdzi, że urazy są częścią futbolu, dotyka to wszystkie drużyny. – Owszem, to jest problem, jesteśmy mocno poranieni. Mamy jednak szeroki skład, wielu jakościowych zawodników, jest z kogo wybierać, nasza jakość napawa mnie optymizmem. Znaków zapytania, jeśli o skład, nie mam, już go wybrałem. Jeśli chodzi o Bartosza Salamona, to nie pojechał z nami do Belgradu w miejsce kontuzjowanego Douglasa, ponieważ w grę wchodzi zmiana przez niego klubu. Jednak jest możliwe, że jeszcze go w składzie Lecha zobaczymy – twierdzi trener. Przyznaje, że przeciwnik ma doświadczenie w grze w pucharach, ale i gracze Lecha nie mogą narzekać na brak przetarcia w takich występach. Wiele mogą dać drużynie zawodnicy młodzi.



