Pierwszą połowę Lech zaczął tak, jakby przyjechał tu nie po awans, ale żeby przetrwać. Nie angażował się w ataki, niewiele biegał, dużo za to faulował, najczęściej w pobliżu własnego pola karnego. Zawodnicy Miedzi mieli przez to co najmniej trzy dobre sytuacje do strzelenia bramki. Gdyby wykazali więcej zimnej krwi, już wtedy objęliby prowadzenie z szansami na podwyższenie wyniku. Lech próbował się odgryzać pokazując te same błędy, co we wszystkich poprzednich meczach tego sezonu. Największym grzechem były niecelne podania. Katastrofalnie grał Daylon Claasen, ustawiony tym razem za napastnikiem, choć częściej niż w środku boiska marnował akcje na skrzydle.
Lech grał powoli, ślamazarnie, a jeżeli zdarzyło się, że Gergo Lovrencsics lub Łukasz Teodorczyk otrzymali szybszą piłkę, niemal natychmiast ją tracili. Dziecinnie proste straty zdarzały się nawet Rafałowi Murawskiemu. Kebba Ceesay częściej niż do przodu kierował podania do własnego bramkarza. Dawał się ogrywać jak dziecko, wyraźnie brakowało mu sił, by podążać za atakującymi rywalami. Występujący na lewej pomocy Barry Douglas często schodził do środka, a to nie jest jego ulubiona pozycja.
Piłkarze Miedzi dowiedli, że nie są graczami przypadkowymi. Większość z nich ma za sobą przeszłość w dobrych klubach ekstraklasy. Na prawym skrzydle dobrze spisywał się Piotr Madejski, na lewym Wojciech Łobodziński. Zbigniew Zakrzewski oddał kilka dobrych strzałów, niewiele zabrakło mu do strzelenia gola. Ambitnie, choć trochę chaotycznie grał Adrian Cierpka.
Wydawało się, że Lech chce przeczekać ataki Miedzi. Po przerwie, gdy miejscowi piłkarze będą zmęczeni graniem na wysokich obrotach, zaatakuje i pozbawi ich złudzeń. Po przerwie rzeczywiście Lech osiągnął przewagę. Rozgrywał jednak piłkę ślamazarnie, bez przyspieszeń, nie stanowił zagrożenia, bo nie oddawał strzałów. „Kwadrans poznański” trwał zresztą tym razem ledwo 10 minut. Potem znów do głosu doszli doświadczeni i ambitnie grający zawodnicy Miedzi.
Trener po przerwie zdjął z boiska jedynego zawodnika, który próbował atakować – Lovrencsicsa. Zastąpił go Kasper Hamalainen, potwierdzając, że jest kompletnie bez formy. Claasen w dalszym ciągu nic dobrego nie pokazywał, ale został zmieniony dopiero po 20 minutach drugiej połowy. Zastępujący go Mateusz Możdżeń dawał drużynie jeszcze mniej. Kwadrans przed końcem Miedź wyprowadziła klasyczny atak. Dośrodkowanie ze skrzydła pod bramkę, celny strzał głową Szczepaniaka i prowadzenie. Obrońcy Lecha tylko się przyglądali. Kibice Lecha mogli się łudzić, że teraz ich drużyna przyspieszy i pokaże swoją wartość w ataku. Nic z tego, a w dodatku po kilku minutach Kolejorza dobił… Luis Henriquez. Najpierw dał się ograć i ratując sytuację sprokurował rzut wolny. Potem ostre dośrodkowanie przyjął na głowę pokonując własnego bramkarza.
Powtórzyła się sytuacja z Wilna. Po meczu piłkarze Kolejorza podeszli do 580-osobowej grupy kibiców z Poznania i mocno się tłumaczyli, przede wszystkim jednak słuchali (na zdjęciu). I jak wtedy niczego to nie zmieniło, tak niczego nie zmieni i teraz. Lech nie musi już walczyć w Pucharze Polski. Może skupić się na lidze, w której też zresztą idzie mu jak po grudzie. Porażka z pierwszoligowcem to powód do wielkiego wstydu. Można być jednak przekonanym, że na wstydzie się zakończy. W klubie nic się nie zmieni. Budowa wielkiego Lecha przebiega przecież zgodnie z planem nakreślonym przez radę nadzorczą KKS Lech Poznań SA.
Miedź Legnica – Lech Poznań 2:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Szczepaniak (74), 2:0 Henriquez (78-samobójcza)
Widzów: 6000 (w tym 580 kibiców Kolejorza)
Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz)
Żółta kartka: Ceesay, Henriquez
Miedź: Aleksander Ptak – Krzysztof Wołczek, Tomasz Midzierski, Adrian Woźniczka, Mariusz Zasada – Piotr Kasperkiewicz, Adrian Cierpka (58. Marcin Burkhardt) – Piotr Madejski (80. Adrian Łuszkiewicz), Mateusz Szczepaniak, Wojciech Łobodziński – Zbigniew Zakrzewski (73. Jakub Grzegorzewski)
Lech: Maciej Gostomski – Kebba Ceesay, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Luis Henriquez (84. Dariusz Formella) – Łukasz Trałka, Rafał Murawski – Gergo Lovrencsics (46. Kasper Hamalainen), Daylon Claasen (64. Mateusz Możdżeń), Barry Douglas – Łukasz Teodorczyk



