Realna szansa na zdobycie pierwszego od lat trofeum – Pucharu Polski – przepadła. Kolejorz miał ogromne szanse awansować do finału, dokonał jednak niemożliwego. Mimo wielkiej przewagi, nieustannego atakowania nie potrafił zdobyć zwycięskiej bramki, także w dogrywce. Miał Lechię na widelcu w serii rzutów karnych. Wystarczyło wykorzystać jeden z dwóch ostatnich strzałów. Oba zmarnował, także kolejny i podarował awans Lechii Gdańsk.

Rzadko się zdarzają tak frajerskie porażki. To prawda, że piłka bywa okrutna, ale nigdy nie jest ona łaskawa dla kogoś, kto nie potrafi wykorzystać tak wielu szans. Twarda walka, atakowanie przez 120 minut, poszło na marne. W pierwszej połowie Lech oddał dużo więcej strzałów, wciąż był w natarciu. Lechia odgryzała się, też miała okazje, ale nie tak świetną jak ta, którą koncertowo, w juniorski sposób, po kontrze zmarnował Gytkjaer, najlepszy strzelec całej ligi.

Druga połowa to już był nieustanny szturm Kolejorza. Wszystkie okazje zostały zmarnowane, za to Lechii wystarczyła jedna skuteczna akcja, by strzelić gola. Po dośrodkowaniu Paixao trafił głową idealnie, poza zasięgiem van der Harta. Lech rzucił się jeszcze raz do ataku i do remisu doprowadził natychmiast, po celnym uderzeniu Ramireza, po ziemi, sprzed pola karnego. Okazji do wyjścia na prowadzenie nie brakowało. Nie było żadnej korzyści z Gytkjaera, słabo radził sobie Jóźwiak, a Puchacz notował stratę za stratą.

W doliczonym czasie wydawało się, że do Lecha wreszcie uśmiechnęło się szczęście – sędzia podyktował rzut karny po zagraniu zawodnika Lechii ręką w polu karnym. Do akcji przystąpił jednak VAR i „jedenastkę” anulował. Doszło do dogrywki, w której Lechia próbowała atakować, ale nie miała wiele do powiedzenia. Lech próbował strzelić gola do ostatnich minut. Nie przyniosły powodzenia dośrodkowania Kostewycza i Butki, uderzenia z dystansu Modera.

O awansie miały rozstrzygnąć rzuty karne. Dramat przeżył van der Hart, który obronił jeden ze strzałów, ale kosztem bolesnej kontuzji. Miłosz Mleczko był gotowy go zastąpić. Holender trwał dzielnie na posterunku, obronił nawet drugiego karnego. W tym momencie było 3:1 dla Lecha. Do piłki podszedł młody Marchwiński. Wystarczyło trafić, by zakończyć rywalizację. Uderzył słabo, bramkarz obronił. Ale była jeszcze jedna szansa. Ramirez powtórzył „wyczyn” młodszego kolegi.

Van der Hart dłużej bronić nie mógł. Zastąpił go Mleczko, któremu jednak nie było dane stanąć w bramce, bo Lech zmarnował kolejnego trzeciego karnego odpadając z Pucharu Polski. Jóźwiak nie trafił nawet w bramkę. Nad Lechem wciąż wisi fatum. Trofea nie są dla niego. Rezygnuje z nich, gdy wystarczy sięgnąć ręką.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 1:1 (0:0, dogrywka 1:1)), rzuty karne 3:4

Bramki: Dani Ramirez (65) – Flavio Paixao (62).

Karne: : 0-1 Jarosław Kubicki, 1-1 Christian Gytkjær, (1-1 Rafał Pietrzak – obroniony), 2-1 Jakub Moder, 2-2 Łukasz Zwoliński, 3-2 Ľubomír Šatka, (3-2 Egzon Kryeziu – obroniony), (3-2 Filip Marchwiński – obroniony), 3-3 Flávio Paixão, (3-3 Dani Ramírez – obroniony), 3-4 Maciej Gajos, (3-4 Kamil Jóźwiak – nad bramką)

Lech: Mickey van der Hart, Bohdan Butko, Lubomir Satka, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz (100 Wołodynyr Kostewycz), Jakub Kamiński (73 Juliusz Letniowski), Jakub Moder, Pedro Tiba (109 Filip Marchwiński), Dani Ramirez, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer.

Lecha: Zlatan Alomerović, Karol Fila (114 Rafał Kobryń), Michał Nalepa, Mario Maloca, Rafał Pietrzak, Jaroslav Mihalik (81 Łukasz Zwoliński), Jarosław Kubicki, Tomasz makowski (105 Egzon Kryeziu), Maciej Gajos, Ze Gomes (74 Conrado), Flavio Paixao.

Żółta kartka: Kryeziu.
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 7192.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo

AliExpress sponsorem Lecha Poznań

Jeszcze jedno tej jesieni wspaniałe wydarzenie dla Lecha. Globalna platforma sprzedaży, AliExpress została sponsorem klubu. Pierwszy raz promuje się w ten sposób. Na początek w