Trenerzy się zmieniają, mentalność pozostaje

Nowy trener Lecha, wypowiadający się na temat gry drużyny w poszczególnych meczach, najczęściej wspomina nie o taktyce, nie o formie piłkarzy i ich fizycznym przygotowaniu, ale o motywacji. To kuriozum. Mowa przecież o ludziach grających w ekstraklasie, w budzącym ogromne zainteresowanie Lechu, otrzymujących pieniądze, które dla innych do końca życia pozostaną niespełnionym marzeniem.

– Piłkarze Lecha w każdym meczu powinni przekraczać limity – powiedział ostatnio Maciej Skorża. Sugerował, że nie dostrzegł tego u wszystkich zawodników. Jak z tego wynika – niektórzy odpuszczają. Nie dają z siebie wszystkiego. Trener wspomniał też podczas jednej z konferencji prasowych, że nie stwierdził, by piłkarze byli źle przygotowani fizycznie. Wytrzymują mecze do końca, nie odstają od przeciwników.

Przyczyną tego, że sprawiają wrażenie przemęczonych, jest ogólne zniechęcenie. To ludzie po przejściach, często wpadają w apatię, są przygaszeni. Rzadko u nich występuje radość z gry. Energia ich nie rozpiera. Trzeba więc zadać sobie pytanie – po co trenerowi tacy piłkarze? Czy nie lepiej postarać się o takich, co nie grają w Lechu za karę? Przykład Warty podpowiada, że ambicją i wolą walki można ugrać dużo więcej niż wysokimi kontraktami, dobrymi warunkami do treningu.

Stan psychiczny drużyny nie pierwszy raz wskazuje się w Lechu jako ważną przyczynę braku dobrych wyników. W ostatniej dekadzie co jakiś czas następuje tzw. wietrzenie szatni, pozbywanie się graczy wypalonych. Klub zapowiada stawianie na ludzi żądnych sukcesu, chcących się w Poznaniu wypromować. I co? I nic! Mocni w gębie – to określenie idealnie odpowiada marketingowemu hasłu „mocni razem”. Gdy wszystkie wpadki pozostają bezkarne i nie rozdziera się szat nad historycznymi klęskami, nikt nigdy nie będzie prawdziwie mocnym.

Gdzie buduje się filozofię zwyciężania, kompromitująca porażka staje się przyczyną trzęsienia ziemi. Winnych się piętnuje, by inni mieli przykład i nie pozwalali sobie na odpuszczanie, unikanie walki, powielanie błędów z meczu na mecz. W takim klubie nie opowiada się o analizowaniu i wyciąganiu wniosków. Jeżeli coś się wyciąga, to konsekwencje wobec tych, co nie wykazują mentalności zwycięzców.

Macieja Skorży nie było w Poznaniu przez sześć lat, więc ma prawo się dziwić, jak dużo zależy od zawartości piłkarskich głów. Będzie chciał to zmienić, przełamać mentalną niemoc, zmusić zawodników do walki, a jednocześnie nie narobić sobie w szatni wrogów. Ostatnim, który w Lechu nie tolerował braku zaangażowania, był Smuda. Nie wiemy, jak długo Skorża wytrzyma tym razem w Lechu, co osiągnie. Jest niestety wielce prawdopodobne, że ten, który go kiedyś zastąpi, akcję ratunkową zacznie od zmiany psychiki piłkarzy. W klubie nie nastawiającym się na zdobywanie trofeów nie może być inaczej.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse