To nie jest kryzys. To jest totalny rozkład

Prowadzić z pogrążoną w kryzysie Jagiellonią grając w liczebnej przewadze, mieć kolejne okazje bramkowe, w tym jedną 200-procentową i przegrać mecz? Na to stać tylko Lecha. Nie wiadomo, co bardziej przeraża – tempo, w jakim postępuje rozkład zespołu czy brak reakcji władz klubu na tę tragedię.

Nie takiego prezentu urodzinowego spodziewali się kibice Lecha. Liczyli na pewną wygraną z Jagiellonią, która gra ostatnio beznadziejnie, od dawna nie wygrywa, wyrzuciła trenera. Przeżyli koszmarny wieczór. Forma, w jakiej są piłkarze Kolejorza, ich kompletna nieudolność, brak jakiejkolwiek organizacji gry budzą rozpacz. Można tylko współczuć trenerowi Dariuszowi Żurawiowi bezradnie przyglądającemu się dziełu zniszczenia, jakiego niechcąco dokonał.

Mecz z „Jagą” zaczął się fatalnie. Nie minęły dwie minuty, a Lech przegrywał po serii błędów i strat. Co za szczęście, że nie trzeba było grać z lepszą drużyną. Mielibyśmy na Bułgarskiej urodzinowy pogrom gospodarzy. Tę bramkę obrońcy, z kapitanem Rogne na czele, właściwie strzelili sobie sami. Goście wcale nie pokazywali dobrej piłki. Wystarczyło im nie popełniać juniorskich błędów i mieć plan taktyczny. Lech od dawna żadnej taktyki nie stosuje.

Stać go jednak było na przyspieszenie i prowadzenie „Jagi” nie trwało nawet 10 minut. Po rzucie rożnym odbita piłka znalazła się przy nodze Skórasia, ten od razu uderzył trafiając efektownie „pod ladę”. Widać było, że goście są w kryzysie, łatwo się gubią w defensywie. Jeszcze w tej połowie Lech wyszedł na prowadzenie, po kolejnym stałym fragmencie. Z ostrego kąta mocno strzelił Ishak, młody bramkarz nie potrafił zatrzymać piłki. Tuż przed przerwą mogła paść trzecia bramka, świetna sytuacja nie została jednak wykorzystana.

Po przerwie Lech mógł się czuć zwycięzcą. Prowadził, a Jagiellonia straciła obrońcę Augustyna, znanego z brutalnej gry. Sędzia Marciniak wyrzucił go z boiska po drugim brzydkim faulu. Lech w normalnej dyspozycji strzeliłby wiele bramek. Lech obecny miał ogromne problemy z kleceniem najprostszych akcji. Popełniał błąd za błędem, nie potrafił wymienić kilku podań. Miał jednak okazje bramkowe wynikające z błędów przeciwnika. Po przechwycie piłki Kamiński był sam przed bramkarzem. Mógł szukać dobrze ustawionego Ishaka. Mógł minąć bramkarza. On jednak strzelił nieudolnie i szansa na zamknięcie meczu przepadła.

Goście zorientowali się, że nic nie jest rozstrzygnięte. Na boisku nie było widać, że mają jednego zawodnika mniej, potrafili organizować szybkie ataki. Po jednym z nich, przy biernej postawie obrońców, zwłaszcza Rogne, piłka trafiła do nieobstawionego zawodnika i był remis. Lech rzucił się do ataku, ale był za słaby, by cokolwiek wskórać. Postawa Sykory to jedna wielka katastrofa. To jeden z najgorszych transferów ostatnich lat. Równie nieporadny jest Kraweć. Kamiński grał na obronie, tym razem prawej, potem znalazł się na skrzydle, ale wszędzie był jednakowo bezproduktywny. Żal było patrzeć na ofensywną nieudolność. Znajdujący się w słabej formie piłkarze nie tworzą drużyny. W ostatnich minutach Lech próbował grać z dwoma napastnikami. Nic z tego nie wychodziło, widzieliśmy jeden wielki chaos.

Nie dość, że Lech nie odzyskał prowadzenia, to stracił nawet remis. Jagielloni wystarczyło wyprowadzić piłkę prawym skrzydłem, skierować ją pod bramkę. Gościom pomógł sabotaż Czerwińskiego. Zapędził się pod bramkę gości. Gdy wyszli z kontrą, nie wracał za przeciwnikiem, lecz spokojnie truchtał przyglądając się, jak 20-letni Wdowik wykorzystuje jego nieobecność w obronie.

Czy po tej kompromitacji cokolwiek się w klubie zmieni? Odpowiedzieć jest oczywista.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 2:3 (2:1)
Bramki: Michał Skóraś 12, Mikael Ishak 40 – Fedor Černych 2, Bojan Nastić 72, Bartłomiej Wdowik 87
Żółte kartki: Kraweć, Czerwiński – Mystkowski, Kwiecień, Augustyn.
Czerwona kartka: Błażej Augustyn (51. Minuta), za drugą żółtą.
Lech: Mickey van der Hart, Jakub Kaminski, Bartosz Salamon, Thomas Rogne, Wasyl Kraweć, Michał Skóraś (67 Alan Czerwiński), Pedro Tiba (90 Filip Marchwiński), Jesper Karlstroem, Dani Ramirez (76 Aron Konnsson), Jan Sykora (67 Tymoteusz Puchacz), Mikael Ishak.
Jagiellonia: Xavier Dziekoński, Bogdan Tiru, Ivan Runje, Błażej Augustyn, Bojan Nastić, Maciej Makuszewski (63 Bartosz Bida), Bartosz Kwiecień (62 Jesus Imaz), Taras Romańczuk, Przemysław Mystkowski (56 Tomas Prikryl), Fiodor Cernych (81 Bartłomiej Wdowik), Jakow Puljić (81 Ariel Borysiuk).
Sędziował Szymon Marciniak (Płock).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Brawo Lech! Taką grę chcemy oglądać!

Czy to prawdziwe przełamanie? Czy zawsze będziemy oglądać takiego Kolejorza? Bardzo byśmy chcieli. Miał słabe momenty, wciąż było widać nerwowość, ale i pojawiło się to,