Przy Bułgarskiej bez zmian?

Zawód jest wielki, ale i tak Lech Poznań jest tematem nieustających kibicowskich rozmów. Wielkimi krokami zbliża się początek sezonu wyjątkowego, bo jubileuszowego. Lada chwila ogłoszone zostaną pierwsze transfery do klubu. I rozstrzygnie się, czy Maciej Skorża, zapowiadający poważne wzmocnienia i rywalizację na każdej pozycji, nie zostanie jednak skazany głównie na piłkarzy, którzy z kretesem przegrali ostatni sezon.

Kolejorz nie zawojuje ligi, jeżeli nie będzie miał dużo lepszej drużyny niż ta ostatnia. Już samo dobre przygotowanie do rozgrywek, wyższa forma wszystkich zawodników, bardziej waleczne nastawienie, zaniechanie promowania juniorów kosztem wyników spowoduje, że drużyna będzie lepsza, nie musi seriami przegrywać meczów po idiotycznych, zakrawających na sabotaż błędach. Jednak nie na tyle lepsza, by nawiązać walkę o trofea.

Od dobrych dziesięciu lat dobrze wiemy, że przy ulicy Bułgarskiej czyny nie nadążają za słowami. Zapowiada się poważne wzmocnienia. Podpisanie kontraktu z kolejną „gwiazdą” z Bałkanów urasta do rangi wielkiego wydarzenia. Stopniowanie, potem podsycanie napięcia, zdjęcia z testów medycznych, fotoreportaże z pierwszych godzin na stadionie, wywiady, zapewnianie, że nowy gracz już nie może doczekać się pierwszego występu w nowych barwach… A potem szara codzienność, gdy okazuje się, że nie jest on nic a nic lepszy nie tylko od tych, co grają w innych klubach, ale i od dotychczasowych Lechitów.

Kibice Lecha żartują, że jeżeli klub ma do wyboru wyrzucić pieniądze albo wydać je na zawodnika z wysoką jakością, to zawsze wybiera to pierwsze. Niewytłumaczalna jest ta chorobliwa niechęć do inwestowania w drużynę. Nawet jeżeli uda się zarobić miliony euro na transferze wychowanka, to w jego miejsce przychodzi ktoś tańszy dziesięciokrotnie, a jakościowo nie sięgający sprzedanemu do pięt. Przy takiej postawie w Lechu nigdy nie będzie klasowej drużyny, zwłaszcza przy tak niekompetentnym prowadzeniu spraw sportowych.

Z zapowiedzi Macieja Skorży wynika, że teraz będzie inaczej. Mówił to z taką pewnością, jakby udało mu się zwalczyć chroniczną niechęć rządzących klubem do wydawania pieniędzy na wygrywającą drużynę. Może się łudzi, że w Lechu jest wreszcie tak, jak w innych klubach, gdzie zdają sobie sprawę, że istotą sportu jest rywalizacja, wykorzystanie zarobionych pieniędzy na uzyskanie przewagi nad konkurencją, by można było w przyszłości zarabiać jeszcze więcej, a tym samym jeszcze bardziej się wzmacniać.

Czekajmy więc na ogłoszenie pierwszych transferów. Jest jeszcze nadzieja na prawdziwą zmianę jakości. Jeżeli trener nie będzie miał nowych, klasowych graczy przed rozpoczęciem przygotowań, jeżeli tuż przed końcem okna transferowego zobaczymy zdjęcie dyrektora sportowego i prezesa uroczyście składających podpis na umowie z anonimowym zawodnikiem z podrzędnej ligi, będzie to jasny sygnał, że sezon jubileuszowy nie może być lepszy od poprzednich.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse