Pogratulowali mistrzowi. Potem łatwo go ograli

Raków Częstochowa, nowy mistrz Polski, był w meczu z Kolejorzem zupełnie bezradny, nie potrafił oddać choćby jednego celnego strzału. Ustępujący mistrz zagrał po profesorsku, ani na moment nie stracił kontroli nad wydarzeniami, pokazał kilka pięknych akcji, pewnie zwyciężył 2:0, goli mogło być więcej. Grę w pucharach zaklepał sobie definitywnie, wciąż ma szanse ozakończyć sezon na podium.

Nadzieje na pokonanie zmęczonego świętowaniem świeżo upieczonego mistrza Polski były duże, ale tylko do momentu ogłoszenia składu na to spotkanie. Okazało się, że nie tylko Raków przystąpi do spotkania osłabiony. Trener Lecha nie wystawił obu środkowych obrońców – Dagerstala i Milicia. W ich miejscu pojawili się Satka i awaryjnie Czerwiński. Całe szczęście, że Raków miał w tym meczu tak mało do powiedzenia. Inną niespodzianką była rezygnacja z bezproduktywnego Sobiecha, jedynego napastnika w kadrze Kolejorza.

Lech lepiej wszedł w to spotkanie, częściej miał piłkę, grał swobodnie. To nie znaczy, że Raków został zmuszony do obrony. Świadomie się wycofywał na własną połowę czyhając na możliwość szybkiego wyjścia do przodu. Kiedy przejął piłkę, wiedział, jak zaatakować, a robił to szybko, szybciej niż goście, albo szczęścia w ataku pozycyjnym. Pierwszy strzał w meczu oddał Skóraś, nie pokonał jednak bramkarza.

Lechowi trudno było zaskoczyć przeciwnika, który po stracie piłki natychmiast wracał w komplecie pod własne pole karne. Jednak nowy mistrz popełniał w tym meczu błędy. Po przejęciu źle wyprowadzonej piłki przez Karlstroma trafiła ona do Kwekweskiri’ego, który wypatrzył Marchwińskiego. Młodzieżowiec Lecha wszedł między obrońców, wyskoczył wyżej niż oni i pięknym strzałem głową nie dał bramkarzowi szans. Była to bardzo podobna bramka do strzelonej przez Filipa w Łodzi Widzewowi.

Raków nie zmienił taktyki, nie rzucił się do odrabiania strat. Schowany za podwójną gardą przyglądał się, jak goście rozgrywają piłkę, szukał szans w przechwytach i szybkich atakach. Trzeba było uważać, bo choć osłabieni, gospodarze mieli w składzie zawodników z wysoką jakością i w każdej chwili mógł przeprowadzić składną i groźną akcję, w końcu przez cały sezon nie poniósł u siebie porażki. Aż do tej chwili.

Po przerwie należało się spodziewać radykalnej zmiany obrazu gry, bo mistrzowi Polski nie wypada nie podejmować walki, czekać w głębokiej defensywie na błąd przeciwnika. Jednak Raków nie zmusił się do energiczniejszej gry, a Lech w pierwszym kwadransie wyglądał jeszcze lepiej niż w pierwszej połowie. Kilkakrotnie rozklepał obronę gospodarzy. Szczególnie mogła się podobać akcja w 16 minucie, gdy w zadziwiający sposób goście, po świetnej akcji, nie potrafili umieścić piłki w bramce. Bliski szczęścia znów był „Marchewa”. Po chwili Velde, mając pustą bramkę, uderzył mocno, ale obok słupka.

Zrehabilitował się kilka minut później, gdy VAR uratował sędziego Daniela Stefańskiego przed kompromitacją. Kwekweskiri ewidentnie był faulowany w polu karnym, a bydgoski arbiter pokazał mu żółtą kartkę za „symulkę”. Długo trwało, nim zdecydował się obejrzeć powtórkę, a kiedy już to się stało, zmienił zdanie. Kartkę anulował, wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Velde i kompletnie zmylił Kovacevicia dając Lechowi dwubramkowe prowadzenie. Kwadrans przed końcem meczu Kolejorz miał wszystko w rękach, umiejętnie neutralizował klasowego przeciwnika, nie pozwalał mu na oddawanie strzałów.

W końcówce meczu John van den Brom dał szansę pokazania się juniorom – Wilakowi, strzelającemu mnóstwo goli w rezerwach i Gurgulowi, zdolnemu defensorowi. Wcześniej boisko z bliska obejrzał Sobiech. Jedyny jego dorobek to żółta kartka w doliczonym czasie gry. Sędzia przedłużył spotkanie aż o 6 minut, z powodu zadymienia boiska i kontrowersji przy rzucie karnym. Lech nie pozwolił sobie zrobić krzywdy, uczynił nowego mistrza kompletnie bezradnym.

Udostępnij:

Podobne

Nadzieje odżyły. Pościg trwa

Kto by się spodziewał, że już po dwóch pierwszych meczach nowego roku strata Lecha do lidera tabeli zmniejszy się z ośmiu punktów do symbolicznych dwóch?

Białystok zdobyty!

Brawo Kolekorz! Wygrał z Jagiellonią 2:1 i tylko to się dziś liczy, jakość gry lepiej przemilczeć. Był zabójczo skuteczny, ale tylko w pierwszej połowie, którą

Remis Warty na trudnym terenie

Na Stadionie Śląskim w Chorzowie odbył się mecz, którego stawką było 6 punktów, bo rywalizowały drużyny walczące o zachowanie ekstraklasy: Ruch i Warta Poznań. Bezbramkowy