Pech nie opuszcza Lecha, a proste błędy go dobijają

Mikael Ishak, kapitan Lecha, który w czwartek może zdobyć swą setną bramkę dla Lecha, podczas konferencji prasowej przed meczem kwalifikacji Ligi Europy przeciwko KRC Genk nie mógł się nachwalić fantastycznej atmosfery w meczu przeciwko Crvenej. Rzeczywiście, 40 tysięczna widownia o tej porze roku, podczas pucharowej eliminacji, nieprawdopodobnie głośny doping, to zjawisko wyjątkowe. Niestety, podczas konfrontacji z Belgami już się nie powtórzy. Na stadion prawdopodobnie przyjdzie „tylko” ok. 25 tysięcy osób.

Wiele polskich klubów marzy o choćby takiej widowni. Nie zmieściłaby się ona na stadionie klubu belgijskiego, mieszczącego 20 tysięcy osób. Kibice Kolejorza mieli nadzieję na dłuższą rywalizację o awans do Ligi Mistrzów. Crvena zvezda okazała się zdecydowanie lepsza, choć nie musiało tak być, biorąc pod uwagę wynik wtorkowego meczu w Belgradzie, gdy mistrz Serbii uległ FC Pafos. Mistrzowie Cypru imponują, choć nie mają mocniejszej drużyny niż Lech, oczywiście nie uwzględniając obecnie panującej plagi kontuzji. Mają też szczęście. Nie grają ofensywnie, lecz sposobem, podobnie jak drużyny z polskiej ligi nie dające się pokonać mocniejszemu Lechowi.

Jak podczas tej samej konferencji podkreślił trener Niells Frederiksen, Belgowie są szczególnie groźni mając piłkę przy nodze. Atakują płynnie, szybko, wykorzystują indywidualną jakość swych zawodników. Lechowi trudno będzie za nimi nadążyć. Wątpliwe, by polska drużyna zagrała defensywnie. Raczej zdecyduje się na wariant odpowiadający rywalowi z mocniejszej ligi. Gumny, Murawski, Walemark, Gholizadeh, Hakans to podstawowi gracze wyłączeni ostatnio z gry przez kontuzje. Do nich dołączył we wtorek Periera, przez co Lechowi brakuje obu prawych obrońców. Straty tej się nie zrekompensuje gdy nie ma w klubie innych prawych defensorów. Można tylko, jak zauważył trener, próbować wystawić w to miejsce graczy z innych pozycji, na przykład środkowych obrońców.

Lech jest poważnie osłabiony, do tego nie może wyleczyć się z popełniania prostych błędów zapewniających rywalom bramkowe okazje. W tej sytuacji trudno marzyć o nawiązaniu równej walki z zespołem, który w mocnej lidze belgijskiej zajął trzecie miejsce, a był bliski nawet mistrzostwa. Kibice wypowiadający się forach dyskusyjnych nie robią sobie wielkich nadziei, liczą jednak, że mecz nie będzie jednostronny i że będzie po co jechać do Belgii na rewanż. Trener twierdzi, że jego zespół potrafi stworzyć kilka okazji bramkowych. Sztuka polega na ich wykorzystaniu.

Udostępnij:

Podobne

Szachtar Donieck, czyli mniejsze zło

Koniec spekulacji na temat rywala Kolejorza w jednej ósmej finału Ligi Konferencji. I Rayo Vallecano i Szachtar Donieck, a tylko na nich można było trafić,