Z wypowiedzi Thorstena Finka, trenera KRC Genk i kapitana belgijskiej drużyny Briana Heynena nie wynika obawa przed meczem z Lechem Poznań. Wyrażają się jednak o rywalu z szacunkiem, wykazują się znajomością piłkarzy Kolejorza i ich możliwościami. Znają problemy Frederiksena z licznymi kontuzjami, ale i nie do końca w te urazy wierzą, są gotowi na niespodziewanie pojawienie się w składzie tych, co się rzekomo leczą. – Znamy takie przypadki – twierdzą. Przede wszystkim jednak podkreślają wartość swego zespołu, dużą liczbę graczy super utalentowanych.
Wiedzą o Lechu wykazują się też dziennikarze z Belgii, których przyjechało tu zaledwie kilku (Serbów zjawiło się w Poznaniu czterdziestu). Znają nie tylko wyniki, ale i przebieg ostatnich spotkań. Nie umknęło im, jak wiele błędów popełniają poznańscy piłkarze, ile punktów przez to przepadło. Zadziwiają prawidłową wymową nazwisk tak nawet trudnych, jak Skrzypczak. Próbują się dowiedzieć, kto zagra na prawej obronie. Dociekają, którzy środkowi obrońcy Lecha wykazują się największą szybkością, niezbędną przy grze z boku boiska.
Belgowie przewidują, że w meczu przeciwko Lechowi ich drużyna będzie miała ok. 70 procent posiadania piłki. Nie dlatego, że różnica umiejętności jest drastyczna, po prostu trzecia drużyna ligi belgijskiej gra tak zawsze. Ma w składzie błyskotliwych, dobrze wyszkolonych technicznie piłkarzy, świetnie operujących piłką. Duża ich część to absolwenci klubowej akademii, jednej z najlepszych w kraju słynącym ze świetnego szkolenia. Odróżnia się ona od akademii Lecha Poznań głównie tym, że w tej drugiej prawie nie ma młodzieży innego pochodzenia niż polskie. W szkółce Genku można natomiast znaleźć piłkarskich adeptów z całego dosłownie świata. W okolicy mieszka wielu imigrantów z Afryki i rodzin przybyłych do Belgii w celach zarobkowych, w tym Polaków.
Greckie pochodzenie ma 17-latek, na którego zwrócone są oczy całej piłkarskiej Europy – Konstantinos Karetsas. Urodził się w Genk kilkaset metrów od stadionu KRC. Jego dziadkowie przyjechali tu do pracy, rodzina została w Belgii na stałe, ale kultywuje narodowe tradycje. Młodzieniec, którego wartość już dziś szacuje się na 20 milionów euro, ma za sobą debiut w pierwszej reprezentacji Grecji. Podczas oficjalnego, przedmeczowego treningu można go było rozpoznać po niewielkim wzroście. Co ciekawe, nie będzie to jego pierwszy występ w Poznaniu. W 2019 roku był uczestnikiem turnieju Enea Lech Cup. Ujawnił duży talent, został wybrany najlepszym zawodnikiem imprezy, w której jego KRC Genk przegrał finał z Red Bull Lipsk.
Jeśli chodzi o warunki fizyczne graczy z Genk, to przy młodym Greku Nigeryjczyk Tolu Arokodare prezentuje się jak gigant. Ma prawie 2 metry wzrostu i atletyczną sylwetkę, budzącą skojarzenia z innymi dyscyplinami sportu. Belgijscy dziennikarze przewidują, że ten robiący wrażenie samym wyglądem środkowy napastnik w Poznaniu nie zagra. Lada chwila zmieni bowiem klub, nie wiadomo tylko na jaki. Belgowie liczą, że otrzymają za niego 25 milionów euro. Zainteresowanie wykazują kluby z Premier League, z Manchesterem United na czele, także ekipy z Bundesligi. 24-latek prawdopodobnie zostanie jeszcze jednym piłkarzem wytransferowanym z Genk i robiącym wielką karierę. Belgijski klub wyszkolił m.in. Kevina de Bruyne, Thibaut Courtois, Divocka Origi, Yannicka Carrasco.
KRC Genk zarabia ogromnie pieniądze na sprzedaży swych graczy. Uczestnictwo w Lidze Europy traktowane jest tam przede wszystkim jako okno wystawowe dla młodych, wyszkolonych w klubowej szkółce zawodników. Przez kilka lat klub nie miał takiej możliwości, nie kwalifikował się do pucharów, ostatnie mistrzostwo zdobył przed siedmiu laty. W ostatnim sezonie też był tego bliski, ale zdaniem belgijskich dziennikarzy przegrał z… systemem rozgrywek. Skomplikowanym w końcówce, dającym szanse klubom, które w fazie zasadniczej, gdy Genk był liderem nie błyszczały. Trener Thorsten Fink mówił podczas konferencji prasowej, że Lech jest bardziej w pucharowych bojach obyty, jego młodzi podopieczni dopiero otrzymują szansę pokazania się w Europie.




