Nie taki miał być początek ważnego sezonu

Te rozgrywki będą wyjątkowe. Przygotowujemy się do świętowania stulecia Lecha Poznań, a postępowanie władz klubu trudno zrozumieć. Prowadzą dziwną politykę, nie informują o swoich planach, nie odnoszą się do oświadczenia kibiców zapowiadających bojkot domowych meczów. Możemy więc być świadkami podwójnych jubileuszowych obchodów. Promocyjne działania klubu trafią w próżnię, bo kibice zorganizują to po swojemu.

Do Poznania przyjeżdża beniaminek. Większość jego kibiców nie pamięta poprzedniej gry w ekstraklasie. Trener Lecha zapowiedział walkę o mistrzostwo, a pierwszą przeszkodą na drodze do tego celu jest klub z jego rodzinnego miasta. Sentymentów nie będzie. Jak Maciej Skorża zapewnia, drużyna nie zlekceważy Radomiaka, nie podejdzie do niego na luzie z zamiarem wykorzystania większego doświadczenia.

– Ważne, byśmy potrafili narzucić własne warunki, dyktować tempo, mieć kontrolę nad meczem. Nie możemy przespać początku. To oczywiste, że wysokiego tempa nie utrzymamy przez 90 minut, ale mecz musi się toczyć na naszych warunkach, nie wolno nam zmarnować ani minuty. Wychodzimy na boisko po to, by wygrać. Tak zresztą będzie w każdym meczu – twierdzi.

Podkreśla, że zdobycie mistrzostwa 6 lat temu było w dużym stopniu zasługą niosących drużynę dopingiem kibiców. Bez nich tamten sukces byłby problematyczny. – Bardzo bym chciał, by i teraz stadion tętnił życiem, niósł nas dopingiem. Przed nami trudny sezon. Musimy wykorzystać wszystkie rezerwy. Doping jest dla nas bezcenny – podkreśla trener Kolejorza.

W pierwszym meczu tego dopingu niestety zabraknie, bo Kocioł, nawet jeżeli nie będzie całkowicie pusty, pozostanie milczący. Wiele wskazuje, że liczba kibiców na całym stadionie nie zbliży się do wartości wyrażonej pięcioma cyframi. Inna sprawa, że kibice niechętnie przychodzą na stadion w późny piątkowy wieczór, a z uwagi na to, że nie Lech, lecz inne zespoły grają w pucharach, to jemu we wszystkich pierwszych meczach wyznaczono taki termin.

Wszyscy są ciekawi, czym różni się Lech obecny od tego, który z kretesem przegrał poprzedni sezon. Wbrew zapewnieniom, drużyna nie została wzmocniona klasowymi zawodnikami, choć trener zapewnia, że spektakularne transfery dopiero zostaną przeprowadzone. Podobno wiele osób pracuje nad pozyskaniem graczy godnych wysokich kwot, jakie Lech zamierza za nich wydać, ale do tej pory działania te palą na panewce. Nie wystawia to klubowi dobrego świadectwa i stało się główną przyczyną zniechęcenia ogarniającego kibiców wiedzących przecież, że Lecha, gdyby tylko nastawił się na sukces, stać na graczy z umiejętnościami zapewniającymi przewagę w lidze.

Gdy wzmocnień jak nie było, tak nie ma, jedyna nadzieja w dobrym przygotowaniu. Trener zapewnia, że drużyna nie zmarnowała czasu. Kilku piłkarzy zmieniło się zdecydowanie. Jednym z nich ma być Pedro Tiba. Na środku boiska zapowiada się walka o miejsce w składzie, konkurencja jest tam duża, w przeciwieństwie do innych pozycji. Na lewej obronie Barry Douglas jest sam. Brakuje jakości na skrzydłach. Decydując się na obsadę bramki trener wybierał między graczami na zbliżonym poziomie. Niestety, jest to poziom poniżej ligowej średniej.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak