Kandydat na mistrza nie dał rady beniaminkowi

Kto się łudził, że Lecha w obecnym składzie stać na walkę o czołowe lokaty w lidze, chyba już zszedł na ziemię. Radomiak okazał się dla niego rywalem zbyt wymagającym. Gra Kolejorza jest podobna do tej sprzed wakacji, choć trzeba przyznać, że lepiej sobie teraz radzi w defensywie i przynajmniej nie dał się na własnym boisku pokonać.

Radomiak wygrał I ligę, ale włodarze tego klubu zdawali sobie sprawę, że na ekstraklasę skład ma zbyt słaby. Co się robi w takiej sytuacji? Dokładnie to, czego szefowie Lecha nie zrobili: wzmacnia się zespół zawodnikami z jakością. Ton nowemu Radomiakowi nadają teraz gracze o portugalsko brzmiących nazwiskach. W Poznaniu pokazał się jako zespół dobrze zorganizowany, potrafiący długimi okresami dominować na boisku. Niewiele mu brakowało, by objąć prowadzenie, gdy po prostopadłym podaniu i strzale piłka odbiła się od poprzeczki Lechowej bramki.

W pierwszej fazie meczu ataki Lecha były nieporadne. Nie wyzbył się w trakcie okresu przygotowawczego prostych strat i wybijania piłki na ślepo. Stać go było na strzelenie dwóch bramek, po prostopadłych podaniach, ale nieuznanych ze względu na pozycję spaloną. W drugim przypadku VAR musiał się mocno napracować, by orzec, czy Ishak był za obrońcą. Niestety, werdykt był dla gospodarzy niepomyślny.

Lech rozegrał się pod koniec pierwszej połowy, gdy Radomiak wydawał się słabnąć. Zatrudniał bramkarza, oddał kilka groźnych strzałów, w tym jeden w poprzeczkę (Ishak), a aktywny Kamiński raz po raz stawał przed dobrą okazją. Skuteczność nie jest jego mocną stroną. W drugiej połowie goście nie osłabli, zwłaszcza gdy pomogły im zmiany. Lech nacierał szybko, wyprowadzał akcję za akcją, brakowało mu tylko finalizacji. Pod koniec spotkania trener wprowadził do gry drugiego napastnika, Sobiecha, ale jego obecność na boisku okazała się nieporozumieniem. Radomiak nie tylko się obronił. Do samego końca zagrażał Lechowi, który nie potrafił już zdominować rywala, przyspieszyć, dążyć do zwycięstwa.

Mecz obserwowało ok. 10 tysięcy widzów. Niemal pusty był Kocioł, więc jeżeli słyszeliśmy doping, to tylko grupy kibiców z Radomia, zaprzyjaźnionych z Legią, co kilka razy poznańskiej publiczności przypomnieli. „Gramy u siebie” – krzyczeli ciesząc się z milczącego stadionu. Publiczność ożywiała się tylko po ciekawszych akcjach Kolejorza. Sezon zapowiada się beznadziejnie. A miał to być to sezon nie byle jaki.

Lech Poznań – Radomiak 0:0

Żółte kartki: Salamon – Luis Machado

Lech: Mickey van der Hart, Joel Pereita, Bartosz Salamon, Lubomir Satka, Barry Douglas (74 Artur Sobiech), Michał Skóraś (83 Jan Sykora), Jesper Karlstroem (73 Nika Kwekweskiri), Joao Amaral (66 Dani Ramirez), Pedro Tiba, Jakub Kamiński, Mikael Ishak.

Radomiak: Filio Majchrowicz, Damian Jakubik, Goncalo Silva, Mateusz Cichocki, Miłosz Kozak (75 Mario Rondon), Michał Kaout, Filipe Nascimento, Mateusz Radecki (85 Meil Karwot), Luis Macjado (35 Leandro), Karol Angielski (85 Dominik Sokół).

Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak