Nie chcemy Lecha dwóch prędkości

Awans do Ligi Europy, czyli uratowanie ułatwiającego ponowne kwalifikacje współczynnika na nic się nie zda, jeżeli będziemy oglądać Lecha dwóch prędkości: innej w lidze, innej w pucharach. Tak się nieszczęśliwie składa, że niecałe trzy dni przed ważnym spotkaniem w Gliwicach trzeba było rozegrać to najważniejsze od lat – w Charleroi.

Gdyby porównywać potencjał, klasę, umiejętność rozgrywania ważnych meczów, to faworyt byłby jeden. Piast w tym roku jeszcze nie wygrał. Tylko raz zremisował, z Wartą w Grodzisku Wielkopolskim. Nie gra źle, ale ma fatalną skuteczność i łatwo traci bramki. W ostatnich tygodniach musiał sobie radzić bez trenera Waldemara Fornalika, ofiary koronawirusa. Teraz wraca on na ławkę Piasta. I zdaje sobie sprawę, jak bardzo jego zespół potrzebuje punktów.

Jego problem polega na tym, że i Lech jest w potrzebie. Nie rozegrał jeszcze słabego meczu w ekstraklasie, może z wyjątkiem ostatniego, z Wartą, paradoksalnie jedynego zwycięskiego. Zdobył zaledwie pięć punktów i ma wielką, jak na początek rozgrywek, bo ośmiopunktową stratę do niespodziewanego lidera z Zabrza. Trzeba brać się za odrabianie strat, i to natychmiast. Na drodze Kolejrza stoi zespół ostatni w tabeli, ale wcale nie najsłabszy.

Jeżeli czegoś możemy być pewni, to dwóch rzeczy. Piast będzie mocno zdeterminowany, a Lech nie wystąpi w takim samym składzie, jak w Charleroi. Zmiany są murowane. Nie zobaczymy na boisku wszystkich zawodników, którzy się tak świetnie spisywali w meczach pucharowych. Zamiarów trenera nie znamy. Nie wiemy nawet, jaka jest przyczyna absencji w Belgii Sykory, ile sił zostało młodym zawodnikom. Kamiński grał świetnie, ale 18-latek nie ma prawa dawać z siebie wszystkiego co kilkadziesiąt godzin.

Krawiec okazał się bardzo dobrym bocznym obrońcą. Wystawienie go i przesunięcie na skrzydło Puchacza było mądrym manewrem, kto wie, czy nie kluczowym. Przyniosło Lechowi drugą bramkę. Trener może postawić na Marchwińskiego od początku meczu. Może wykorzystać Kaczarawę. Jest prawie pewne, że sięgnie po Skórasia. Możliwości jest sporo. Nie wolno jednak skorzystać z wszystkich jednocześnie, bo mieszanie przez trenera w składzie dobrze się dotychczas nie kończyło.

To będzie ostatni mecz przed przerwą reprezentacyjną. Nie trzeba więc oszczędzać sił. Dopiero za dwa tygodnie, w sobotę Lech jedzie do Białegostoku. A pięć dni później podejmie u siebie Benfikę. Chcąc w przyszłym sezonie gościć kluby podobnej klasy, nie można sobie pozwolić na stratę punktów w Gliwicach.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Osłabiony Lech postawi się Rangersom?

Poważne problemy trenera Żurawia. Posypała mu się drużyna przed meczem z Rangersami. Do Glasgow nie polecieli Butko, Crnomarković, Kamiński i Tiba. Stratę dwóch pierwszych można

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo