Nadzieja i niepokój. Na co stać Lecha?

Początek rozgrywek ligowych już za dwa tygodnie. Wcześniej zacznie się bój o Ligę Europy. Lech pozyskał trzech dobrych piłkarzy, ale ciągle nie wiadomo, w jakim składzie będzie walczył o mistrzostwo kraju. I czy skład ten będzie wystarczający, by taką walkę w ogóle podjąć. Może się okazać, że w kluczowych momentach trenerowi zabraknie ruchów.

Wszystko na styk – tam można ocenić sposób budowy drużyny przed nowym sezonem. Jej siła wydaje się teraz większa, bo nowi piłkarze, o czym mogliśmy się przekonać podczas sparingu z Lechią Gdańsk, prezentują dużą klasę (Muhamed Keita jeszcze się nie pokazał na boisku, ale nie ma wątpliwości, że ten skrzydłowy wzmocni zespół). W środkowej linii trener ma nawet bogactwo urodzaju, bo trudno będzie jednocześnie posłać na boisko Hamalainena, Jevticia, Pawłowskiego, Lovrencsicsa, Linettego, Trałkę. To dobry znak, bo wszyscy pamiętamy wyjazdowy mecz z Legią, gdy trener przeciwnika wprowadzał na boisko kolejnych napastników, a Mariuszowi Rumakowi na ławce pozostali juniorzy.

Jest to jednak wrażenie złudne. Wystarczy, by z jakiegoś powodu ze składu wypadł Łukasz Teodorczyk lub któryś z defensywnych pomocników, a zaczną się problemy. Trzeba będzie sztukować skład, szukać rozwiązań tymczasowych, posyłać do boju piłkarzy nie przyzwyczajonych do gry na nowych pozycjach. W Lechu wystąpiły bowiem dwa zjawiska. Z jednej strony siła zespołu została wzmocniona, ale z drugiej obniżyła się jego liczebność.

Po sezonie z Kolejorzem rozstali się Dima Injac, Manuel Arboleda, Daylon Claasen, Mateusz Możdżeń. To nie byli zawodnicy decydujący o sile drużyny, ale każdy z nich wnosił do niej dużą wartość i ich ubytek zrobi różnicę. Niestety negatywną. Co gorsze – nikt ich nie zastąpi, przynajmniej od razu. Nowy zawodnik przyjdzie dopiero wtedy, gdy uda się kogoś sprzedać. Największe szanse ma na to Marcin Kamiński, któremu – jak się wydaje – niewiele brakuje do wyjazdu na Sycylię. Możemy mieć nadzieję, że skauci i inni pracownicy klubu znów wykażą się profesjonalizmem i sprowadzenie nowego zawodnika (prawdopodobnie pomocnika) nie zajmie dużo czasu.

Początek sezonu będzie dla Lecha trudny, bo trzeba sobie radzić bez Łukasza Teodorczyka, który kończy rehabilitację, a jego forma po długim rozbracie z piłką jest niewiadomą. Na szczęście do zdrowia wrócił Vojo Ubiarip, trener ma Dawida Kownackiego i Dariusza Formellę. „Teo” rozpocznie sezon w Lechu, ale mało prawdopodobne, by tu go zakończył. Okienko transferowe trwa długo. Jeśli dobry klub wyłoży za napastnika godziwą kasę, Łukasz z pewnością zmieni ligę. Podobno klub ma kandydatów na jego następców, ale rozmowy z którymś z nich trzeba będzie finalizować bez zbędnej zwłoki. Warto pozostawać z nimi w kontakcie, bo jeżeli nie latem, to Teodorczyk opuści Poznań po rundzie jesiennej.

Lech ma teraz większą liczbę klasowych piłkarzy niż przed rokiem. Przede wszystkim ma bez porównania większą liczbę zawodników zdrowych, gotowych do gry. Niebawem jedynym leczącym się graczem pozostanie Kebba Ceesay. Mimo tego dużo brakuje do stanu, który można uznać za wzorcowy – po dwóch dobrych piłkarzy na każdą pozycję. Na niektórych jest nawet gorzej niż przed rokiem. Strach pomyśleć, co się stanie, jeżeli zły los wyeliminuje Tomka Kędziorę, czy Łukasza Trałkę. Trener zdaje sobie z tego sprawę i próbuje przyzwyczajać Jana Bednarka, klasycznego środkowego obrońcę, do gry na prawej stronie.

Jest to działanie ratunkowe, które podważa wiarę w zapowiedzi, które słyszymy – że Lech będzie walczyć o coś więcej niż miejsce za plecami Legii. Kto poważnie myśli o mistrzowskim tytule, nie może sobie pozwolić na osłabienie newralgicznych pozycji w drużynie.

Udostępnij:

Podobne

Finał nie dla Lechitek

Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,