W poniedziałek po wakacyjnej przerwie spotkają się piłkarze Lecha. Trenerowi Maciejowi Skorży nie będzie dane korzystać od razu z wszystkich graczy. Wie, jaką kadrą zawodników chciałby dysponować na starcie ligowych rozgrywek. Wie też, że na początku przygotowań zabraknie mu aż kilkunastu z nich. Na domiar złego sztab szkoleniowy nie został jeszcze skompletowany.

Tym razem przygotowania do sezonu będą wyjątkowo długie. Jest więc czas, by wypracować formę, zgrać formacje, opanować różne systemy taktyczne, a trener chciałby je zmieniać nawet w trakcie meczów. To korzystna sytuacja, ale tylko pod warunkiem, że będzie z kim pracować. Niestety, zabraknie piłkarzy ważnych, w tym niemal wszystkich nowo pozyskanych. Do tej pory Lech pozyskał tylko portugalskiego prawego obrońcę. Zawodnika, dla którego liga słowacka i cypryjska okazały się zbyt mocne.

Nie wiadomo, ile czasu na Mistrzostwach Europy spędzi Lubomir Satka, jedyny piłkarz Lecha uczestniczący w tej imprezie. Wszystko zależy od tego, czy Słowacja (kosztem Polski) wyjdzie z grupy. Oficjalnie graczem Lecha wciąż jest Tymoteusz Puchacz, jednak on już do Poznania nie wróci. O niego martwi się teraz Union Berlin. Do imprezy nie zakwalifikowała się Gruzja, rozgrywa jednak mecze towarzyskie z Kwekweskirim w składzie. Pomocnik wróci do Poznania z tygodniowym opóźnieniem.

W skład Lechowej kadry wchodzi też młodzież. Trwają jeszcze rozgrywki drugoligowe, toczą się mecze juniorskie, więc zawodnicy, którzy jeszcze nie są pierwszym wyborem trenera (u Żurawia, realizującego biznesowe cele klubu, prawdopodobnie by byli), nie wezmą udziału w całym cyklu przygotowań do sezonu. Może zdążą się pokazać w jednym czy drugim sparingu.

Pierwszym wyborem trenera będą za to zawodnicy, których klub… jeszcze nie ma. Lech bowiem znów działa na rynku transferowym niezwykle opieszale, nie wykazuje przesadnej nerwowości, woli wydać odrobinę mniej pieniędzy niż się pospieszyć i szybko skompletować wartościową kadrę. Nie można powiedzieć, że wychodzi mu to aż tak bardzo na złe, bo i tak zawodnicy zapowiadani jako najcenniejsi zawodzą najczęściej. Za słabego gracza lepiej wydać mniej.

Prawdopodobnie Lech sprowadzi jeszcze 4-5 piłkarzy. Mało prawdopodobne, by były to gwiazdy, które zawojują ekstraklasę. W tej chwili nie dość, że nie ma wystarczającej konkurencji na kilku pozycjach, to jeszcze niektóre z nich nie są obsadzone wcale. W klubie, który za chwilę rozpocznie treningi przed sezonem niezwykle ważnym, nie ma ani jednego lewego obrońcy! Dyrektor sportowy każdego szanującego się klubu spaliłby się w tej sytuacji ze wstydu, a właściciel dokonałby czystki wśród personelu odpowiadającego z transfery. W Lechu sytuacja jest nietypowa, bo właściciel klubu musiałby udzielić reprymendy samemu sobie. Raczej siebie pochwali za niechęć do szastania pieniędzmi.

Maciej Skorża jest mimo wszystko przekonany, że drużyna zostanie poważnie wzmocniona. Miał duży wpływ na wybór poszczególnych zawodników. Być może właśnie to opóźniło transfery. Pozostaje więc mu czekać, choć nikt nie wie, czy uda się wszystkie cele zrealizować i nie trzeba będzie tuż przed rozgrywkami rozglądać się za graczami bez kontraktu. W interesie trenera jest skompletowanie sztabu z wyprzedzeniem, by nie rozpoczynać pracy na wariata. W klubie nie ma teraz choćby trenera bramkarzy. Przydałby się też pełnowartościowy bramkarz, potrafiący grać na przedpolu, wychodzący do dośrodkowań.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse