Miażdżąca przewaga poszła na marne. Tylko remis w Mielcu

Ogromna dominacja Kolejorza nie pozwoliła zmusić do kapitulacji bramkarza Stali. Sam Ishak mógł ustrzelić hat tricka. Pudłował niemiłosiernie, jego koledzy byli zadziwiająco bezproduktywni, nie przypominali zespołu z poprzednich kolejek. Nie udało się znaleźć recepty na głęboką i skuteczną defensywę miejscowych, którzy nie pozwolili Lechowi nabrać szybkości. Statyczna gra była dla nich wodą na młyn.

Maciej Skorża uznał, że skala trudności jest zbyt duża, by eksperymentować ze składem, stawiać na tych, co zaliczyli mniej minut gry. Posłał na boisko zawodników stanowiących do tej pory najczęstszy jego wybór. Skutek był taki, że w decydujących momentach nie miał kto wejść na boisko i dać drużynie nowe życie. Trener nie wykorzystał nawet wszystkich zmian, mimo – jak się mówi – szerokiej i wyrównanej kadry.

Potwierdziły się przewidywania, że to Lech będzie prowadził grę, miał przewagę. Piłka niemal przez cały czas znajdowała się na połowie Stali. Na „dzień dobry” przez idealną szansą stanął Ishak, jednak z ostrego kąta nie trafił do bramki. Chorągiewka sędziego powędrowała potem w górę, ale powtórki pokazały, że sytuacja jest dyskusyjna i prawdopodobnie gol zostałby uznany.

Lech prowadził ataki pozycyjne, na inne głęboko wycofani pod własną bramkę gospodarze nie pozwalali. Nie panikowali, bronili się ze spokojem, wybijali piłkę na aut, gdy nie można było inaczej. Kiedy już Lechowi udało się szybkie wyjście z piłką do przodu, źle zagrał Ishak. Gdyby podał do Ba Loua, ten miałby otwartą drogę do bramki. Kamińskiemu nie udawały się dryblingi, gdy próbował odważnie wpadać w pole karne. Nie było szybkości i ryzyka w rozgrywaniu ataków, piłka trafiała bezpiecznie do najbliższego partnera.

Dopiero w 28 minucie Lech stanął przed dużą szansą, Tibie zabrakło centymetrów, by dojść do strzału. Goście wciąż trzymali Stal za gardło, natychmiast paraliżowali próby ich ataków, ale wciąż nie potrafi zadać decydującego ciosu. Wyglądało to tak, jakby przez pół godziny Lech próbował wejść w ten mecz, czaił się do realizacji prawdziwych ataków.

Przebojową akcję Ba Loua gospodarze zatrzymali faulem przed polem karnym. Niecelnie z rzutu wolnego uderzył Rebocho. Potem Portugalczyk miał jeszcze jedną dobrą okazję, znów spudłował. Chwilę później Ishak odebrał Amaralowi asystę strzelając bardzo źle w doskonałej sytuacji. Po minucie Ishak zmarnował kolejną świetną sytuację próbując nieudolnie strzelać zamiast podać do Kamińskiego. Przewaga Lecha stała się miażdżąca, ale na tablicy wyników wciąż było 0:0.

Dopiero w 43 minucie Stal znalazła się z piłką w polu karnym Lecha. Przy odrobinie szczęścia mogła stworzyć poważne zagrożenie. Nie stworzyła. Do przerwy Lech próbował strzelić bramkę. Ostatnią akcję zmarnował Ba Loua wrzucając piłkę do nikogo. Zapachniało Białymstokiem, gdy bezzębny Lech nie potrafił pokonać bramkarza, a po przerwie dał się zaskoczyć i przegrał mecz, w którym zdecydowanie dominował.

Na drugą połowę Lech wyszedł z jedną zmianą – Satkę zastąpił Pereira, znany z tego, że dobrze dośrodkowuje. Jednak na samym początku Stal po długim podaniu stanęła przez dużą szansą. Salamonowi udało się zapobiec zagrożeniu. Po chwili piłkę w siatce Stali umieścił Ishak, jednak z pozycji spalonej.

Mecz zrobił się bardziej otwarty, bo Stal zagrała dużo odważniej, nie ograniczała się już do wybijana piłki spod bramki. Po szybkiej akcji, z podania Pereiry, Kamiński głową trafił w poprzeczkę. Akcje Lecha były zbyt statyczne, by mogły przynieść skutek. Wiele traci, gdy nie może się rozpędzić bokami boiska, a wycofana do obrony Stal nie wyrażała na to zgody. Ostatnie minuty to nieustanny, ale bezproduktywny napór Lecha, rozpaczliwa obrona Stali, świetna postawa miejscowego bramkarza, który zatrzymał strzał Milicia.

Stal Mielec – Lech Poznań 0:0
Żółte kartki: Flis, Piasecki, Czorbadżijski – Milić.
Stal: Rafał Strączek, Konrad Wrzesiński (63 Jonathan de Amo), Mateusz Żyro (82 Kamil Kościelny), mateusz Matras, Marcin Flis, Krystian Getinger, maksymilian Sitek (82 Wiktor Kłos), maciej Urbańczyk, Grzegorz Tomasiewicz (82 Bożidar Czorbadżijski), Mateusz Mak (74 Koki Hinokio), Fabian Piasecki.
Lech: Filip Bednarek, Lubomir Satka (46 Joel Pereira), Bartosz Salamon, Antonio Mili, Pedro Rebocho, Adriel Ba Loua (69 Dani Ramirez), Jesper Karlstrom, Pedro Tiba, Joao Amaral (84 Artur Sobiech), Jakub Kamiński, Mikael Ishak.
Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na