Lechici z orłem na piersi

Zanim Czesław Michniewicz wysłał piłkarzom zaproszenia do swej reprezentacji na mecze Ligi Narodów, liczba graczy powoływanych z Lecha Poznań i zaliczających występy w koszulce z orłem na piesi wynosiła 65. Lada chwila trzeba będzie doliczyć jeszcze jedno nazwisko: Michała Skórasia, oczywiście pod warunkiem, że trener da mu szansę debiutu w którymś z najbliższych spotkań. Szanse na to są duże, bo z Warszawy płyną głosy, że skrzydłowy Kolejorza swoją dyspozycją wywarł na sztabie szkoleniowym kadry duże wrażenie i trener Michniewicz będzie chciał go sprawdzić.

Zainteresowanie selekcjonerów zawodnikami Lecha – tych obecnych i tych, którzy z Poznania ruszyli na podbój Europy – nigdy nie było równie duże, jak w ostatnich latach. To całkowite przeciwieństwo dawnych, powojennych czasów, gdy trenerzy kadry narodowej łaskawym okiem patrzyli niemal wyłącznie na graczy z Warszawy i ze Śląska, pozostałych mając za nic. Teodor Anioła był najlepszym strzelcem ligowym przez trzy sezony. Gdyby grał w Legii lub Ruchu Chorzów, trenerzy od niego zaczynaliby ustalanie składu narodowej drużyny. Jako poznaniak, jakiś tam bombardier z Dębca, mógł liczyć tylko na siedmiokrotne powołanie.

Dziś wszystko wygląda inaczej. Zdarzało się, że połowę wyjściowego składu ekipy narodowej stanowili piłkarze z Lechową przeszłością lub teraźniejszością. W ostatnim czasie w reprezentacji grywają Bednarek, Puchacz, Bereszyński, Gumny, Linetty, Moder, Jóźwiak, Kamiński, Lewandowski. Modera na wiele jeszcze miesięcy wykluczyła kontuzja, Jóźwiak w obecnej formie na powołanie liczyć nie może, ale pojawia się właśnie nowa poznańska twarz – Skóraś.

Ten piłkarz, który z powodu wieku przestał już łapać się do drużyny U21, rozwijał się wolniej niż inni. Jakub Kamiński jest od niego młodszy o dwa lata, a już kilka lat temu regularnie występował w pierwszej drużynie Kolejorza. Ze Skórasiem był problem, zawodził w decydujących momentach, miał problemy z decyzyjnością i chyba odpornością psychiczną. Wszystko zmieniło się u progu bieżącego sezonu, gdy zaczął zadziwiać dynamiką, szybkością, celnością strzałów, także asystami. Zdecydowanie poprawił to, co u niego było najsłabsze. Potrafi zachować zimną krew w decydujących momentach.

Obserwując postęp w grze Skórasia trudno nie zauważyć, że stał się dla Lecha tym, czy do niedawna był „Kamyk”. Nie tylko ze względu na pozycję na boisku. Lech wydał ogromne pieniądze na Sykorę, Velde, Ba Loua, na dodatek wypożyczył Citaiszwili’ego. Ten pierwszy sprawdza się tylko w Czechach, pozostali nawet się nie umywają do „Skóry”. Jeśli jego klasa będzie rosła w takim samym tempie, co ostatnio, ma szansę na dużą karierę, najpierw na wyjazd na mistrzostwa świata. Ani się obejrzy i pójdzie w ślady młodszego kolegi, a występ w reprezentacji przeciwko Holandii lub Walii proces ten przyspieszy. Stanie się więc to, w co mało kto wierzył obserwując postępy tego zawodnika.

Każdy człowiek rozwija się inaczej, niektórzy z opóźnieniem osiągają to, co rówieśnicy, ale potem ich doganiają, a nawet prześcigają. Właśnie dlatego lepiej nie wyrokować w sprawie przyszłości Filipa Marchwińskiego, któremu jeszcze niedawno wróżono świetlaną przyszłość, a teraz przewidywania są dużo bardziej ostrożne. Kto wie, jak przebiegnie jego piłkarska droga, czy znów będzie można mówić o rozwoju utalentowanego gracza. Sytuacja Michała Skórasia przekonuje, że nie wolno na nikim kłaść krzyżyka przedwcześnie.

Udostępnij:

Podobne

Bezcenne zwycięstwo Warty

To był klasyczny mecz o sześć punktów. Warta mierzyła się z rywalem w walce o utrzymanie się w lidze – Koroną Kielce. Musiała walczyć w