Bardzo długo trzeba było na nie czekać, ale wreszcie jest, a za mniej więcej miesiąc, po zsynchronizowaniu systemu dostępu z systemem biletowym, będzie je można zwiedzić. Póki co, podczas uroczystego otwarcia, oprócz przedstawicieli mediów ekspozycję obejrzały osoby dla klubu zasłużone, takie jak wybitni piłkarze, dawne i obecne klubowe władze, a także wojewoda i wiceprezydenci Poznania.

O tym, że klub cieszący się tak gigantycznym zainteresowaniem powinien mieć własne muzeum, mówiło się od dawna, a po oddaniu do użytku nowego stadionu wydawało się, że realizacja jest całkiem bliska. Jak podczas otwarcia zdradził prezes Karol Klimczak, mowa o tym była już w czasie, gdy klubowe biura mieściły się pod czwartą trybuną, pozostałe były w budowie. – I proszę, szast prast i muzeum jest – zażartował.

Kibicom przez wszystkie te lata, a od oddania nowej „Bułgarskiej” do użytku minęło ich 12, do śmiechu jednak nie było. Za to teraz, gdy wejdą do pomieszczeń zlokalizowanych przy sali konferencyjnej na stadionie, zawodu nie poczują. Na pierwszy rzut oka placówka wielkością nie imponuje, za to pomieściła ona mnóstwo prawdziwych, z kibicowskiego punktu widzenia, skarbów. Wchodzący słyszy doping z trybun i widzi motto autorstwa Ivana Djurdjevicia: „Lech Poznań jest marzeniem, o które warto walczyć”. Wisi tam też rzecz bezcenna – najstarszy klubowy sztandar.

Kolekcja jest nadspodziewanie bogata, podzielona na działy. Goście podczas otwarcia mieli to szczęście, że oprowadził ich rzecznik prasowy Maciej Henszel, zwracając uwagę na szczególnie wartościowe eksponaty, ciekawostki, mówił o pozyskiwaniu najcenniejszych z nich i tłumaczył, dlaczego nie wszystko, co się tu znajduje, to oryginały. Jednak wiele przedmiotów ma wartość historyczną.

Zobaczymy tam dawne stroje, w tym bordową koszulkę, w jakiej na początku lat 20. ubiegłego wieku grał jeden z piłkarzy Lutni Dębiec. Jest i koszulka w nietypowe biało-czerwone pasy, otrzymana przez Edmunda Białasa tuż po wojnie od czołowego przedwojennego piłkarza z Wilna. Legendarny zawodnik i trener ubierał ją podczas zajęć przez długie lata, o czym pamiętają ówcześni jego podopieczni. Pamiątek związanych z wybitnymi graczami Kolejorza, takich jak odznaczenia, medale, legitymacje, części garderoby, udało się tu zgromadzić i wyeksponować bardzo dużo.

Z osobą pana Edmunda związany jest prawdziwy rarytas. To dziennik treningów, w którym odnotowywał przebieg zajęć, wpisywał, kto z piłkarzy w nich nie uczestniczył. Można obejrzeć klubowy herb i jego ewolucję na przestrzeni dekad. Szczególną wartość ma dawna mapa przedstawiająca usytuowanie wznoszonego stadionu na Dębcu. Starsi zwiedzający przypomną sobie koszulki, w jakich wystąpili piłkarze Kolejorza podczas niemal wszystkich zwycięskich finałów Pucharu Polski i mapę z zaznaczonymi miejscowości, które w ramach tych rozgrywek odwiedzili. Gablota z trofeami, zdobywanymi przez ostatnie dekady, jest całkiem pokaźna, choć – jak trafnie zauważyli zwiedzający – jest tam jeszcze mnóstwo miejsca. Wiele z pucharów to repliki, po roku oryginały trzeba było zwrócić, by można je było wręczyć innemu klubowi.

Osobny dział poświęcony został pucharowym występom Kolejorza. Na zwiedzających największe wrażenie zrobiła gablota z pamiątkami wręczanymi władzom klubu przez przeciwników, niekiedy wymyślnymi. To dzieła znanych artystów (KRC Genk), figura orła (Benfica), patera (Udinese) lub przedmioty nawiązujące do tradycji miasta lub samego klubu. Lech przy takich okazjach wręcza stylizowaną lokomotywę. Motywów związanych z komunikacją jest więcej. Od Villarreal otrzymał żółtą łódź podwodną, od IFK Goeteborg drakkar, czyli łódź Wikingów. Obok można obejrzeć stroje pucharowych rywali.

Muzeum wyposażone jest w multimedia, pozwalające np. obejrzeć bramki Kolejorza z najciekawszych w jego historii meczów. Własne stoisko ma Robert Lewandowski, najwybitniejszy piłkarz, który grał przy Bułgarskiej. Obok można znaleźć reprezentacyjną koszulkę Bartosza Bosackiego, jedynego strzelca bramek dla Polski na mistrzostwach świata w 2006 roku. Upamiętniony też został Michał Skóraś, reprezentant Polski z katarskich mistrzostw świata. Zwiedzający znajdą wiele danych liczbowych, dat, oś czasu. Nie zabrakło miejsca dla krzesełek, jakie znajdowały się na starej „Bułgarskiej”, jak pamiętają kibice – nie do użytku bez podłożenia gazety. Szkoda, że nie udało się znaleźć jeszcze starszych ławek, z tworzywa sztucznego. Korzystało się z nich w pierwszych latach po usypaniu dawnego stadionu.

Udostępnij:

Podobne

Bezcenne zwycięstwo Warty

To był klasyczny mecz o sześć punktów. Warta mierzyła się z rywalem w walce o utrzymanie się w lidze – Koroną Kielce. Musiała walczyć w