Rozbudowany sztab szkoleniowy Nawałki nie przygotował drużyny do rozgrywek. Szwankuje wszystko. Dariusz Żuraw uwolnił zespół od niezrozumiałych dla nikogo założeń taktycznych, polecił atakować, podsunął kilka ofensywnych wariantów. Grając do przodu, tworząc sytuacje bramkowe udało się oddawać strzały i pokonać Pogoń. Na Lechię to za mało.
Braki Lecha wyszły w Gdańsku na jaw bardzo szybko. Trudno go zmusić do czegoś tak podstawowego, jak dokładne podania. Nie było szybkiego, zaskakującego przeciwnika rozgrywania, podań z pierwszej piłki. Niby Lech od czasu do czasu atakował, ale przewidywalnie, schematycznie, z asekuracją, bez piłkarskiej jakości. Wiele nieźle zapowiadających się akcji szlag trafiał wskutek spowolnienia, podjęcia złej decyzji. Mnożyły się proste błędy. Fatalnie grał bezużyteczny Gytkjaer, Jevtic też spisał się słabiutko. Jóźwiak walczył, jak mógł, ale nie dał tyle, co trzy dni wcześniej.
Chcąc uniknąć grupy spadkowej, trzeba wygrać z Jagiellonią. Trudno tego oczekiwać od drużyny, która właściwie istnieje już tylko teoretycznie. O nowej wiemy tylko tyle, że w jej skład wejdą inni piłkarze. Mamy jednak wątpliwości, czy okaże się lepsza. Nie wystarczy mieć trochę pieniędzy, znaleźć piłkarzy chcących grać w Poznaniu. Potrzeba wyobraźni, intuicji i wiedzy, by stworzyć piłkarski zespół. Z całym szacunkiem dla ludzi pracujących w Lechu, powinni się rozejrzeć za kimś, kto to fachowo przeprowadzi. Piłkarzy już trzeba szukać i wybierać, a nie wiadomo, kto poprowadzi przyszłą drużynę.
Właścicielowi klubu trzeba współczuć. Wchodził na Bułgarską z pomysłem biznesowym, z wizją budowy Lecha wielkiego, europejskiego. Co mu zostało? Zmarnowany potencjał, wyrzucone w błoto miliony, puste trybuny, wściekłość kibiców, albo ich narastające zobojętnienie. I ten smutny widok przegrywających piłkarzy wsiadających do autokaru z napisem „mocni razem”. Trafniej brzmi hasło z niemieckiego mundialu: „bo liczy się sport i dobra zabawa”. Zabawa w prowadzenie klubu piłkarskiego.



