Debiut Michała Skórasia na mistrzostwach świata. Szkoda, że w tak paskudnym meczu

Nie tak dawno temu walczył o miejsce w wyjściowym składzie Lecha. W tym sezonie Skóraś stał się podstawowym zawodnikiem, siłą napędową ofensywy, rozgrywał świetne spotkania w europejskich pucharach. Powołanie go do reprezentacji na mistrzostwa świata nie było w tej sytuacji zaskoczeniem. Wszedł na boisko po przerwie w meczu, w którym Polska wywalczyła awans z grupy, przy czym słowo „wywalczyła” jest absolutnie nie na miejscu.

Skrzydłowy Kolejorza miał szczęście znaleźć się w drużynie, która osiągnęła niewątpliwy sukces wychodząc z grupy na mistrzostwach świata. Ale miał i nieszczęście zostać członkiem ekipy budzącej uzasadnioną krytykę na całym świecie za uchylanie się od gry w piłkę nożną, nastawienie się na przeszkadzanie Argentynie w atakowaniu. Nasza reprezentacja, mimo awansu, okryła się wstydem, pokazała zdecydowanie najbrzydszą piłkę na tej imprezie, polscy kibice mogli czuć zażenowanie oglądaniem jej „popisów”.

Argentyna dominowała na boisku od początku do końca, bo tylko ona chciała strzelać bramki. Polska poddała się jeszcze przed meczem. Jeśli obowiązywał jakiś plan na to spotkanie, to nie był realizowany. W pierwszej połowie zespół tylko próbował utrudniać grę rywalowi, a wszystkie próby wyprowadzenia kontrataków były żenująco nieudolne. Najgorzej zagrał Piotr Zieliński, gwiazda ligi włoskiej. Był elektryczny, piłka odskakiwała mu podczas przyjęcia, poruszał się w zwolnionym tempie. Od klęski w tym spotkaniu uratował Polaków bramkarz Wojciech Szczęsny, jedyny zawodnik na światowym poziomie.

Po przerwie, chcąc stworzyć jakiekolwiek szanse na zagrożenie rywalowi kontratakami, trener Michniewicz wpuścił na boisko dwóch skrzydłowych wywodzących się z Lecha – oprócz Skórasia także Jakuba Kamińskiego. Zmieniona taktyka wzięła jednak w łeb natychmiast, bo Polska straciła bramkę i Argentyna nie musiała już się odsłaniać. Aż do ostatniego gwizdka nie widzieliśmy ani jednego składnego ataku naszej reprezentacji, podczas którego udałoby się wymienić choćby kilka podań. To była kopanina, poddanie się i liczenie na niski wymiar kary. Skończyło się na 0:2, które dało awans dzięki bramce strzelonej Meksykowi przez Arabię Saudyjską.

Udostępnij:

Podobne