Co zagraża trenerowi Lecha?

Kibice Lecha są mocno zdegustowani postawą drużyny, dają temu wyraz w komentarzach na rozmaitych forach dyskusyjnych. Oburza ich podejście władz klubu. Zarobiły dużo pieniędzy na sprzedaży czołowych piłkarzy, ale nie pozyskały wartościowych następców. Najbardziej jednak obrywa się trenerowi, który wydaje się być równie bezradny, jak jesienią.

Brak kibiców na trybunach to dla klubu takiego, jak Lech, poważny uszczerbek finansowy. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre na weszło. Po takim meczu, jak piątkowy, fani wyraziliby duże niezadowolenie. Teraz wszyscy w klubie mają święty spokój, można niczym się nie przejmować i robić swoje. Czyli nic. Ludzie, którym na wynikach Kolejorza zależy, niepokoją się i niecierpliwią. Całkiem niepotrzebnie. Niczego nie zmienią.

Posada Dariusza Żurawia – możemy być tego pewni – nie jest zagrożona. Jeżeli nawet zdarzy się najgorsze, czyli odpadnięcie z Pucharu Polski i kontynuacja serii bez wygranej w lidze, nikt przy Bułgarskiej nawet nie pomyśli o kłopotliwej i kosztownej zmianie szkoleniowca. Trener robi to, czego się od niego oczekuje – masowo wprowadza do drużyny młodzież. W tureckich sparingach pokazał, że możemy się spodziewać kolejnych debiutów. Nikt się w klubie nie ucieszy, gdy drużyna nie będzie już miała o co walczyć. Pojawi się za to możliwość regularnego odmładzania składu, a więc nie ma tego złego…

Pochopne ruchy nigdy nie są wskazane. W niektórych klubach wyrzucają trenerów już po kilku niekorzystnych wynikach. W Lechu, gdzie od dekady, wskutek niekompetentnego zarządzania sportem, każdy trener traci posadę gwałtownie i przed czasem, chcą przetrwać z Żurawiem jak najdłużej, dopóki jest cień nadziei, że drużyna wróci do wygrywania i znów zademonstruje ofensywną grę, z której słynęła wczesną jesienią. Tyle, że nic z tego nie będzie. Specjalnością obecnego trenera Lecha nie jest naprawa tego, co nie funkcjonuje.

Już jesienią stało się oczywiste, że trener nie potrafi wychodzić z kryzysu, nie radzi sobie z uporczywie powtarzającymi się błędami. W pierwszym meczu nowego sezonu, w Lubinie, Lech stracił wygraną po dwóch stałych fragmentach w samej końcówce. Ujawnił się mankament, którego trener nie dał rady wyeliminować do końca roku. Był też żałośnie bezradny, gdy mecz po meczu Lech tracił gole w ostatnich sekundach.

Tylko wytrawny, doświadczony, albo obdarzony wyjątkową intuicją trener potrafi wychodzić z kryzysu, eliminować niedostatki w grze, panować nad słabościami piłkarzy, zarządzać zespołem ludzi o odmiennych charakterach i ambicjach. Żuraw zbyt krótko działa w tym fachu, by sprostać oczekiwaniom. Niewielkie są nadzieje, że jego podopieczni wrócą do seryjnego wygrywania, do szybkiej, ofensywnej piłki. Gołym okiem widać, że po zimowych treningach zawodnikom brakuje świeżości, pomysłowości, swobody w grze, a to ona była głównym atutem zwyciężającego Kolejorza.

Tego się nie odzyska z dnia na dzień. Nadzieje na szybki renesans gry Lecha są złudne. Byłoby łatwiej, gdyby strata Jóźwiaka i Modera zostały zrekompensowane. Priorytety w klubie są widać inne, osłabienie drużyny robi wrażenie tylko na fanach Lecha. Mają pecha. Związali się emocjonalnie z klubem zarządzanym w sposób sprzeczny z ich oczekiwaniami.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

lech - raków wiosna'2021

Mogli być symbolem sukcesu

Dariusz Żuraw, określając postawę swej drużyny we wtorkowym meczu, posłużył się eufemizmem: „przygoda z pucharem kończy się w nienajlepszym stylu”. Kto wyczyny jego podopiecznych, ich

Tego meczu przegrać nie wolno

Gdyby mecz Lecha z Rakowem Częstochowa odbywał się pół roku temu, faworyt byłby jeden. Dziś nawet własny stadion nie musi być atutem Kolejorza. Jest drużyną