Osłabione Zagłębie zbyt mocne dla Lecha

Potwierdziło się to, co widzieliśmy tydzień temu w Zabrzu: Lech nie jest dobrze przygotowany do rozgrywek. Strzelenie choćby jednej bramki potężnie osłabionemu Zagłębiu przerosło możliwości chaotycznie grającej, mającej wielkie problemy z celnym podawaniem drużyny. Jeszcze kilka takich meczów i zostanie jednym z kandydatów do spadku z ekstraklasy.

Jeśli nie teraz, to kiedy? – stawiali sobie pytanie kibice Kolejorza wiedzący, w jakim stanie personalnym znalazła się ekipa Zagłębia. Jej trener musiał łatać obronę przypadkowymi zawodnikami. Wydawało się, że Lech ruszy na przeciwnika i szybko będzie chciał to wykorzystać, tym bardziej, że kontuzjowani piłkarze, z Ishakiem na czele, mogą już grać. Jednak już pierwsze minuty meczu zaszokowały. To Lech musiał się bronić przed Zagłębiem. Gdyby nie świetnie dysponowany van der Hart, lubinianie strzeliliby bramki i spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca.

Lech grał nieporadnie, nie widać było, by kierował się jakąkolwiek taktyką, jego zagraniami rządził przypadek, jakości było jak na lekarstwo. Zawodnicy w niebieskich koszulkach niby chcieli coś pozytywnego zdziałać, ale byli nieskoordynowani, ich akcjom brakowało przyspieszenia, mnożyły się karygodnie niecelne podania. Zagłębie było dla odmiany wybiegane i szybkie, błyskawicznie przedostawało się pod poznańską bramkę i gdyby nie nieskuteczność Mraza, który marnował jedną „setkę” po drugiej, rozbiłoby Lecha.

Potem gospodarze zdołali się jakoś otrząsnąć i mecz się nieco wyrównał. Była nawet dobra okazja bramkowa, gdy po ciekawej akcji i strzale głową Salamona gości uratował bramkarz wybijając piłkę zmierzającą pod poprzeczkę. W przerwie trener zdjął z boiska bezproduktywnego, mylącego się Krawecia. Nie wrócił na nie Rogne, prawdopodobnie kapitana drużyny znów coś zabolało. Zastępujący go Milić okazał się całkiem dobrym obrońcą, choć pod koniec spotkania zdarzyły mu się błędy, złapał też za niebezpieczny atak kartkę.

Niemal cała druga połowa toczyła się na połowie Zagłębia, ale jego bramkarz strzałów nie musiał bronić, wyłapywał tylko dośrodkowania. Goście ustawili bowiem podwójne zasieki pod własnym polem karnym, odebrali Lechowi przestrzeń do rozgrywania akcji, uczynili go bezradnym. Nacierał niemal bez przerwy, jednak bez pomysłu. Podań wymieniał mnóstwo, tylko nie pod bramką rywala, a w bezpiecznej od niej odległości, bo piłka krążyło po obwodzie. To była żałosna bezradność. Każdy ligowy trener dobrze wie, jak unieszkodliwić Lecha.

Zagłębie tylko sporadycznie organizowało kontrataki, ale były one niebezpieczne. W meczu nie brakowało walki, starć o piłkę, poziom był jednak niski. Piłkarze Lecha sprawiali wrażenie źle przygotowanych motorycznie. Brakowało im świeżości, szybkości, ale przede wszystkim pomysłu na grę. Okres przygotowawczy został przez sztab szkoleniowy zmarnowany. Nikt już nie ma wątpliwości, że ten sezon jest stracony.

Lech Poznań – Zagłębie Lubin 0:0
Żółte kartki: Kraweć, Milić.
Lech: Mickey van der Hart, Alan Czerwiński, Thomas Rogne (46 Antonio Milić), Bartosz Salamon, Wasyl Kraweć (46 Michał Skóraś), Jakub Kamiński (81 Jan Sykora), Jesper Karlstroem, Pedro Tiba, Dani Ramirez (81 Mohammad Awwad), Tymoteusz Puchacz, Mikael Ishak (74 Filip Szymczak).
Zagłębie: Dominik Hładun, Jakub Wójcicki, Kamil Kruk, Damian Oko, Mateusz Bartolewski, Patryk Szysz, Jakub Żubrowski, Łukasz Poręba, Filip Starzyński, Dejan Drażić (74 Miroslav Stoch), Samuel Mraz (74 Rok Sirk).
Sędziował Sebastian Jarzębak (Bytom).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Emocje zaczną się po ostatnim gwizdku

Jeszcze tylko jeden mecz, czyli dopełnienie ligowego obowiązku i w Poznaniu zacznie się dziać. Nikt już nie uwierzy, że wymiana części drużyny przyniesie pożądany skutek,

Porażka Warty. Pięć goli w Grodzisku

Nie udało się Zielonym pokonać w Grodzisku Wielkopolskim Śląska Wrocław. Mecz był wyrównany, zacięty, równie dobrze mógł zakończyć się remisem. Wygrała drużyna bardziej doświadczona, celniej