Jak po grudzie szło Kolejorzowi w Głogowie, w spotkaniu pierwszej rundy Pucharu Polski. Miał przed sobą jeden z najsłabszych zespołów pierwszoligowych, a walczył z nim jak równy z równym. Dopiero wejście w końcówce na boisko Amarala, piłkarza z innej bajki, przyniosło groźne akcje, mistrzowskie asysty i dwie bramki. Mogło ich paść nawet więcej, szanse mieli także wychowankowie. Kolejorz zaczął grać dobrze i swobodnie dopiero po uzyskaniu prowadzenia. Wcześniej był sparaliżowany odpowiedzialnością, bo odpadnięcie uznane by zostało za kompromitację.