Budowa nowego Lecha? Raczej naprawa starego

Ludzie sprzyjający Lechowi zdegustowani są sytuacją, w jakiej się znalazł. Jak zawsze liczą na odmianę w nowym sezonie, a będzie on wyjątkowy, bo jubileuszowy. Z Bułgarskiej płyną informacje o radykalnym wzmocnieniu składu, o ambitnych celach, jakie przed sobą stawiają trener i piłkarze. Nic dziwnego, że fani nie mogą doczekać się pierwszych ruchów transferowych.

Zmiany już się zaczęły, ale na razie zawodnicy odchodzą, bo kończą im się kontrakty lub wypożyczenia. Jednym z tych, po których kibice nie wylewają łez, jest Wasyl Kraweć. Tymczasem w mediach pojawiają się informacje, jakoby miał przedłużyć wypożyczenie. Na pozycji lewego obrońcy Lech nie ma ani jednego zawodnika. Klub podobno skłonny jest na takiego wydać pół miliona euro.

Gdyby Kraweć miał wrócić, słowa trenera o wzmocnieniu rywalizacji na każdej pozycji brzmiałyby śmiesznie, bo oznaczałyby pozyskanie gracza na poziomie chaotycznego Ukraińca. Na prawej obronie sytuacja jest lepsza, Lech ma Czerwińskiego. Trzeba tylko znaleźć dla niego zmiennika, albo – według Macieja Skorży – konkurenta.

Trener wspomniał o prawdopodobnym powrocie do klubu niechcianych Muhara i Crnomarkovicia. Kibice przyjęli te słowa z niepokojem. Mieli bowiem nadzieję, że zawodnicy okrzyknięci pomyłkami transferowymi już nie pojawią się składzie. Ich powrót nakazuje wątpić w zapowiedź budowy mocnej drużyny. Klub widać uznał, że skoro zapłacił za graczy z Bałkanów niemałe pieniądze, to lepiej tolerować ich obecność, czyli osłabić skład, niż ponieść straty. Żadna drużyna z Muharem, Crnomarkoviciem, Kraweciem w składzie ligi nie zawojuje. Nie zwiększą też oni pożądanej rywalizacji.

Wypożyczony jest też Joao Amaral. Można go porównać do Kwekweskiriego i Awwada, czyli zawodników z potencjałem, ale lekceważonych przez trenera, który realizował politykę biznesową klubu wprowadzając hurtowo na boisko młodzież. Niestety, kosztem wyników. Portugalczyk zdobywał piękne bramki, potrafił jednym zagraniem zmienić wynik. Grał nierówno, ale jego potencjał na ławce się marnował. Wciąż ma z Lechem ważny kontrakt. Jeśli Maciej Skorża znajdzie sposób na wykorzystanie jego umiejętności, zespół na tym zyska.

Kibice liczą na transfery znaczące, na radykalny wzrost siły drużyny. Przypominają słowa byłego prezesa Legii, który wyraził zdziwienie, że zarabiając tak wielką kasę na transferach Lech nie ściągnie dwóch-trzech kozaków, dzięki którym zostawi konkurencję za sobą. Przy Bułgarskiej tak się nie działa. Nie po to się zarabia, by szaleć na rynku transferowym. Podobno Lech szuka zawodników w internecie.

Słychać, że Lech próbuje dogadać się ze swym wychowankiem Marcinem Kamińskim, byłym mistrzem Polski, przez kilka lat obrońcą klubów 2 Bundesligi, mającym też nieliczne występy na poziomie 1 Bundesligi. Aktualnie szuka klubu, ale niechętnie wróciłby do Polski. Ma nadzieję na kontrakt w Niemczech. Lechowi, który na jego odejściu nie zarobił ani grosza, bardzo zależy nie tylko na tym konkretnym graczu, ale i na realizacji polityki odzyskiwania wychowanków robiących zagraniczną karierę.

Dwóch bocznych obrońców, skrzydłowy, ofensywny pomocnik – prawdopodobnie tylko takich piłkarzy pozyska latem Lech (nie licząc powrotu tych niechcianych). Gdyby to byli zawodnicy dużej klasy, dużo lepsi od tych, co już tu grają, można byłoby mówić o budowie mocnej ekipy. Zapowiada się jednak, że raczej będziemy mieli do czynienia z uzupełnieniem składu. Nadzieja w tym, że nowa-stara drużyna lepiej przygotuje się do rozgrywek niż ostatnio, a przede wszystkim przeobrazi się mentalnie.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse