AZS Poznań nowym klubem Magdy Linette

- Od 18 lat sekcja tenisa ziemnego AZS Poznań, macierzystego klubu Wojciecha Fibaka, jest najlepsza w Polsce. Od dość dawna jednak zawdzięcza to przede wszystkim sukcesom dzieci, juniorów i młodzieży. Gorzej jest z seniorami. Z zadowoleniem więc witamy w AZS-ie drugą po Agnieszce Radwańskiej polską rakietę, 24-letnią Magdę Linette. Istotną rolę w jej pozyskanie odegrał wiceprezes naszego klubu, zarazem prezes Polskiego Związku Tenisowego - Jacek Muzolf - powiedział prezes AZS Tomasz Szponder.

Transfer z innego poznańskiego klubu, Grunwaldu, w którym wychowała się Linette, odbył się – jeśli tak można powiedzieć – „bezboleśnie”. AZS jest zadowolony z pozyskania zawodniczki, która we wrześniu 2015 roku była 64 tenisistką świata, a obecnie zajmuje 94. miejsce w rankingu ATP. W przeszłości Linette uczestniczyła we wszystkich turniejach Wielkiego Szlema. W 2015 r. dotarła do II rundy US Open. Wśród pokonanych przez nią są: finalistki tegorocznego US Open Karolina Pliskova oraz Wimbledonu w 2013 r. Sabine Lisicki, a także Shahar Peer, Daniela Hantuhova i Bethanie Mattek-Sands.

– W Grunwaldzie, któremu wiele zawdzięczam, spędziłam kilkanaście lat. Ostatnio grałam jako niestowarzyszona. Z zadowoleniem przyjęłam więc ofertę pomocy ze strony AZS. Liczę głównie na wsparcie medialne. Także możliwości poprowadzenia zajęć z najmłodszymi, co bardzo lubię. Niebawem lecę do Chin. Tam koło Shenzen będę się przygotowywać w bardzo dobrych warunkach do startu w Australian Open, gdzie mam niemal pewny start w turnieju głównym. Przedtem wystąpię w Auckland i Hobart. Zagram także w Fed Cup. Kontuzje sprawiły, że jestem teraz nieco niżej w rankingu ATP. Cieszę się, iż jednak w pierwszej setce. Mój plan na najbliższy rok, jeśli zdrowie dopisze, to awans do pierwszej pięćdziesiątki – powiedziała  Linette.

(AK)

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli