To prawda, że FC Thun zrobił bardzo dużo, by Lech mógł sobie postrzelać, ale wykorzystać ofensywne ustawienie rywala, nie dać mu się zaskoczyć, mimo iż jego gracze mają sporo jakości, też trzeb umieć. Kolejorz wielokrotnie łamał sobie zęby próbując skruszyć defensywę ligowych rywali, więc każdy odsłaniający się przeciwnik to dla niego manna z nieba. A jeśli ktoś taki ma jeszcze obrońców grających na kompromitującym poziomie, szczęście jest absolutne i przedkłada się na pogrom.
Mamy do czynienia z paradoksem. W polskiej lidze różnice punktowe bywają minimalne. Kto wygra kilka meczów, przeskakuje o wiele pozycji. Z drugiej jednak strony poziom i wartość piłkarzy są bardzo zróżnicowane. Zespoły z gorszym składem ratują się stosując taktykę defensywną, obrzydzają życie faworytem. Starają się ich czymś zaskoczyć, skoro rywalizacja na równych prawach w rachubę nie wchodzi. Nie jest wyobrażalne, by w całej PKO Bank Polski Ekstraklasie znalazł się człowiek równie naiwny, jak trener mistrza Szwajcarii.
W czwartek nawet dwucyfrowy wynik wchodził w rachubę. Lech oddał 20 strzałów, z tego celnych było 11. Tylko 4 strzały zostały więc obronione, ale zdarzały się i pudła w idealnych sytuacjach. Rodriguez popisał się dwoma asystami, był jednak niesprawiedliwy – odbierał asysty świetnie go obsługującym kolegom pudłując niemiłosiernie. Można byłoby dociekać, jaki byłby wynik, gdyby mógł grać Ishak, gdyby Agnero nie trwonił czasu zmagając się z biurokratycznymi procedurami wizowymi zamiast trenować, a potem latając samolotami. Otóż ich obecność nie musiałaby się przełożyć na kolejne gole. Lech tego wieczoru wykorzystał szybkość swych ofensywnych piłkarzy, precyzję podań, no i miał mnóstwo szczęścia. Dwa gole padły po odbiciu się piłki od słupków, jeden po rykoszecie od obrońcy.
Siedmiobramkowe zwycięstwo de facto przesądza awans. W historii piłki nie wystąpił przypadek odrobienia aż tak dużej przewagi. Statystyki podają, że zbliżona sytuacja zdarzyła się tylko w niemieckim futbolu młodzieżowym, gdy zespół Wolfsburga U17 pokonał u siebie Bayern U17 6:0, ale na wyjeździe przegrał z nim 1:10. Działo się to w 2023 roku. W dorosłym futbolu miażdżące zwycięstwo wskazuje na ogromną różnicę w umiejętnościach. Nigdy jeszcze nie pozwoliły one na odrobienie tak gigantycznej straty w rewanżu. Gdyby Lech jakimś cudem roztrwonił całą zdobycz, mówiłby o nim cały świat.
Tylko czy różnica w umiejętnościach rzeczywiście była tak ogromna? Meczowe statystyki na to nie wskazują. Przewaga Lecha w posiadaniu piłki była nieznaczna. Piłkarze FC Thun potrafili oddać 9 strzałów, celnych było 4. To całkiem przyzwoity rezultat, pozwalający w innych okolicznościach myśleć o zwycięstwie. Liczba podań jest po stronie Lecha, ale Szwajcarzy wykonali ich niewiele mniej. O wszystkim zadecydowały wybór głupiej taktyki i defensywne partactwo gości. Lech znalazł tyle miejsca na wyprowadzanie ataków, ile chciał, a nawet więcej. Centralni obrońcy tylko udawali, że mu przeszkadzają. Poza tym to nie w Thun, ale w Lechu grają Sayyadmanesh i Walemark. Zwłaszcza Irańczyk prezentuje się jak ktoś z innej planety. Wielki żal, że nie spotkał się na boisku ze swym rodakiem Alim. Z takimi dwoma w składzie Kolejorz byłby nie do zatrzymania.



