Rekordowy pogrom w Poznaniu. Lech zmiażdżył mistrza Szwajcarii

Gdyby kibice Kolejorza, w których ciągle tkwi zadra po meczu z Duńczykami mogli przewidzieć, co się wydarzy na Bułgarskiej w czwartkowy wieczór, liczniej wypełniliby trybuny. Lech u siebie spisywał się ostatnio gorzej niż na wyjazdach, więc zwycięstwo nad Szwajcarami, dające szanse na awans, wydawało się szczytem marzeń. Ale strzelić mistrzowi solidnej europejskiej ligi siedem goli?! Zawdzięcza to klasie i szybkości swych graczy, ale i katastrofalnej taktyce trenera FC Thun, który odsłaniał tyły, do samego końca próbował gry ofensywnej, mimo tracenia gola za golem. Do przerwy padło ich pięć.

Tylko w pierwszej minucie było się czego bać. Lech zaczął od środka, ale błąd Gurgula napędził atak stosujących pressing rywali. Był z tego rzut rożny, a po nim zamieszanie w polu karnym Lecha, Murawski wybił piłkę z linii bramkowej. Potem już do głosu doszedł Kolejarz umiejętnie omijający pressing, wyprowadzający ataki. W 9 minucie starcie o górną piłkę wygrał Sayyadmanesh i sam na bramkę FC Thun mógł szarżował Walemark, który wygrał siłowy pojedynek z obrońcą i strzelił w długi róg. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Gospodarze poczuli ulgę, ale od razu zaświtała im nadzieja na dalsze gole, bowiem Szwajcarzy jeszcze bardziej się odsłonili, rzucili wszystkie siły do ataku, gdzie jednak nie radzili sobie, a Lech wyprowadzał kolejne szybkie ciosy wykorzystując przestrzeń za plecami przeciwników.

Pierwszy gol padł po akcji prawą stroną, a po 10 minutach na lewym skrzydle Rodriguez wyprowadził Sayyadmanesha na pozycję sam na sam. Piłka odbiła się od innego niż za pierwszym razem słupa i znów zatrzepotała w siatce. Po pięciu minutach Walemark strzelił drugiego swego gola, tym razem umiejętnie wykorzystując szybki rajd i świetne dośrodkowanie Gurgula. Potem był gol wychowanków Lecha. Po rzucie wolnym piłka trafiła do Kozubala, który podał na środek, a Skrzypczak strzelił celnie po ziemi z pierwszej piłki. Żal było patrzeć na załamanego szwajcarskiego bramkarza, a czekał go tuż przed przerwą jeszcze jeden cios – strzałem z pola karnego na 5:0 podwyższył Murawski.

Nastroje na stadionie, a pewnie i w szatni Kolejorza były świetne, a kto się obawiał, że mistrz Polski spuści teraz z tonu, zmienił zdanie już po dwóch minutach gry po przerwie. Jeszcze w pierwszej połowie Hakans zmienił czującego ból mięśnia Walemarka, a teraz popisał się szybkim rajdem, jak zwykle zostawił rywali nie potrafiących go dogonić. Miał dobrze ustawionych kolegów, zdecydował się jednak na strzał. Był on marny i gola by nie było, gdyby nie rykoszet od obrońcy. A Szwajcarzy ciągle szli do przodu, ciągle się odsłaniali i padali na deski. Udało im się jednak zaskoczyć Lech, skierować piłkę do bramki obok Lisa. Gol? Nic z tego, to nie był wieczór FC Thun. VAR orzekł pozycję spaloną.

Trener Lecha robił zmiany, na boisku pojawili się nowy nabytek Bergren i juniorzy Delikat i Szymczak. Jakości drużyny to nie podniosło, bo nie mogło, ale i tak udało się dorzucić gola – Gurgul podał Gumnemu zaliczając drugą asystę, a boczny obrońca, tym razem skierowany do ofensywy, umiejętnie przelobował bramkarza, niczym rasowy napastnik. Była to więc kolejna bramka wychowanków Lecha. Goli mogło być więcej, okazji nie brakowało, a najlepszą zmarnował Rodriguez pudłując w idealnej sytuacji jeszcze w pierwszej połowie. Zaliczył na szczęście dwie asysty. W ekipie, która ma prawo cieszyć się już z awansu, pierwsze skrzypce grał Sayyadmanesh. Irańczyk to teraz czołowa postać Lecha, podobnie jak do niedawna Ali Gholizadeh. Mistrz Polski z konieczności zagrał bez napastników. Dzięki uprzejmości Szwajcarów, odsłaniających się na uderzenia, okazali się zbędni.

Udostępnij:

Podobne