Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji, ale to, czego dopuścił się w obecności 36 tysięcy osób na stadionie i setek tysięcy, a może i miliona przed telewizorami, przebija wszystkie wcześniejsze. Wysoka wygrana w wyjazdowym meczu przeciwko mistrzowi Danii dawała mu pewny awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Na własnym boisku roztrwonił jednak wszystko grając tragicznie i bezmyślnie, a potem przegrał serię rzutów karnych. Koszmar! Wstyd! Długo się o tym będzie mówić nie tylko w Polsce. Dopiero co Lech był podziwiany. Nagle stał się pośmiewiskiem.

Już w pierwszej minucie Lech miał niezłą okazję bramkową. Gdyby ją wykorzystał, nie zagwarantowałby sobie automatycznie awansu, bo Duńczycy na tle gospodarzy wyglądali na zespół o dwie klasy lepszy, łatwo strzelający gole, ale przynajmniej ostudziłby animusz przeciwnika. Wyszedł on na boisko tak, jakby nie było pierwszego meczu i rywalizacja zaczynała się właśnie teraz. Łatwo zdominował Lecha, napędzał się z każdą akcją, a szczególnie groźne były te prowadzone lewym skrzydłem. Pod bramką Lisa raz po raz było groźnie.

W pierwszym meczu Lech wyszedł na prowadzenie po pół godzinie. W Poznaniu Aarhus postąpiło dokładnie tak samo, ujawniając słabość i nieodpowiedzialność poznańskiej defensywy. Mistrz Polski wyraźnie zwątpił w powodzenie swej misji, ale nadal był panem sytuacji. Tym bardziej, że nie tylko się bronił. Od czasu do czasu atakował. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Gumnego głową strzelał Ishak, bramkarz zdołał jednak piłkę zatrzymać. Potem przed znakomitą szansą stanął Palma. Mając odkrytą bramkę, z kilku metrów dokonał nie lada sztuki – zdołał przerzucić piłkę nad poprzeczkę.

Być może inaczej potoczyłby się mecz, gdyby sędzia VAR nie zakwestionował decyzji głównego o przyznaniu Lechowi rzutu karnego za odbicie przez obrońcę piłki ręką. Jedenastka została odwołana. Inaczej natomiast było po przerwie, gdy to Gumny zagrał ręką. Po analizie sędzia podyktował karnego i było już 2:0 dla gości. Powiedzieć, że zrobiło się nerwowo, to za mało. Aarhus, który przystąpił do meczu bez dwóch ważnych swych graczy, dominował wyraźnie, szedł po trzeciego gola. Próby odgryzania się przez gospodarzy skazane były na fiasko. Nie udawały się kontrataki, brakowało jakości w rozegraniu, Ishak miał problemy z opanowaniem piłki, zmarnował wiele akcji.

Natomiast Duńczycy grali bezbłędnie. Przez cały mecz ani razu się nie pomylili, nie było zagrań przypadkowych w ich wykonaniu. Nie musieli specjalnie naciskać, by przejmować piłkę. Lech jej nie rozgrywał od tyłu. Niepewny w swej bramce Lis wybijał ją byle dalej, przez co za chwilę znów widział przeciwników na swoim przedpolu. Nikt nie zliczy niecelnych podań, prościutkich strat mistrza Polski. To musiało się skończyć trzecim golem, a w konsekwencji dogrywką, po dobrze wykonanym rzucie rożnym i celnym strzale głową. Przed meczem mówienie o ewentualnej dogrywce traktowano jako niewczesny żart. A jednak Lech tego dokonał.

Zaczęła się ona dobrze. Rezerwowy Jagiełło zdobył gola wykorzystując gapiostwo obrońców i Lech był bliski awansu. Jakość rywala dała jednak o sobie znać, szybko odpowiedzieli. Strzał nie był nie do obrony, Lis nie musiał przepuścić piłki do bramki. Lech próbował znów strzelić, wykorzystywał szybkość Hakansa, jednak gubił się on w kluczowych momentach, a jeśli nawet udało mu się podać, to okazje marnował Agnero. Smutno wypadały próby samotnego atakowania przez Iworyjczyka. Duńczycy nie musieli mu przeszkadzać. Kiedy trener dokonał zmian, w Lechu nie funkcjonowało już absolutnie nic. Zero jakości, zero zgrania, do tego strach przed grającym jak z nut rywalem.

W ten sposób, po wyniku 1:4, doszło do rzutów karnych. Dobrze strzelił Jagiełło, Duńczyk spudłował, Lech znów miał wszystko w rękach. A jednak zmarnował także to, po pudłach Sayyadmenesha i Kozubala. Duńczycy strzelali bezbłędnie i to oni cieszą się z zasłużonego awansu. Wydawałoby się, że dokonali w Poznaniu niemożliwego, jednak oceniając jakość Lecha w tym meczu, wszystkie jego słabości, to się musiało tak skończyć. Rozczarowanie kibiców jest niewyobrażalne. To już nie jest cios mokrą szmatą. Lepiej nie szukać wyrazistych porównań.

Udostępnij:

Podobne

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego