Kłopot z kręgosłupem

Po wylosowaniu przez Lecha mistrza Danii wydawało się, że gorzej być nie może, że los znów okazał się okrutny. Najtrudniejszy w całej stawce przeciwnik trafił się mistrzowi Polski już na dzień dobry. Trener twierdził, że szanse są wyrównane, o wyniku może decydować dyspozycja w konkretnym momencie. Można więc się było spodziewać zaciętej rywalizacji, o awansie miał przesądzić poznański rewanż. Trzybramkowego zwycięstwa gości i faktycznego zakończenia emocji nikt chyba nie brał pod uwagę.

Wynik jest dla mistrza Danii szokujący. Przez pierwsze pół godziny, czyli trzecią część spotkania, nic go nie zapowiadało. Lech zaczął niemrawo i bezładnie, przegrywał pojedynki z bardziej energicznymi, silniejszymi fizycznie, nieustannie naciskającymi rywalami, pozwalał się zamykać przed własnym polem karnym, miał problemy ze skleceniem kilkupodaniowych akcji. Miał górować doświadczeniem i pewnością siebie, a występował w roli ucznia nie potrafiącego sprzedać swej wiedzy.

Wystarczyła jedna akcja, pokazanie klasy i zdobycie gola jakby od niechcenia. Cios został wyprowadzony mistrzowsko. Przechwyt na skrzydle przez Pereirę, przemieszczenie się do środka, precyzyjne podanie do Ishaka i natychmiastowy strzał pod poprzeczkę zmieniły wszystko, pierwszy raz tego wieczoru, ale nie ostatni. Duńczycy przekonali się, że mogą dominować, ale drażnienie lwa źle się kończyć – odwinie się łapą kończąc zabawę. Potem gościom dopisało szczęście, bo stojący w duńskiej bramce weteran w sposób niezamierzony użył ramiona próbując zatrzymać samotnie atakującego Palmę. I było faktycznie po meczu, szczególnie po podwyższeniu wyniku przez błyskotliwego Walemarka.

O tym, że Lech nie wyzbył się złych przywar przekonaliśmy się po przerwie. Mógł zrobić wszystko, by kontrolować mecz, dowieźć cenne prowadzenie do końca. Niestety, w zadziwiający sposób stracił panowanie nad wydarzeniami. Postąpił tak, jak w meczach ligowych, gdy to on bywał dekompletowany. Zgubił piłkę pod własnym polem karnym i tylko obserwował, jak przeciwnicy zdobywają gola, a potem próbują iść za ciosem. Kolejorz nie grał już w piłkę, ogarnęła go niemoc. Po prostu koszmar. Nie wiemy, jak by się to skończyło, gdyby nie niesamowita akcja pary obrońców i petarda, jaką w stronę duńskiej bramki posłał Yegbe. To był drugi w tym meczu moment przełomowy. Lechowi wyprostował się kręgosłup i ośmieszył Duńczyków.

W futbolu cuda się zdarzają, więc awans Aarhus wciąż nie jest niemożliwy. Lech był bliski szczęścia strzelając we Florencji trzy gole, próbując iść po kolejne. O czymś takim marzą teraz Duńczycy. Mają podstawy, bo wiedzą już, jak łatwo mistrzowi Polski zgina się kręgosłup, paraliżuje go niemoc. Z drugiej strony poznali siłę i jakość zespołu Frederiksena, a wypełniony kibicami stadion ułatwi mu zadanie. Sensacji nie warto się spodziewać. Warto natomiast zdać sobie sprawę, że mentalna słabość potrafi zaprzepaścić historyczną szansę. Przed Lechem ważne mecze. Trzeba dbać nie tylko o piłkarską jakość, ale i o kręgosłup.

W trzeciej rundzie eliminacyjnej Lech może trafić azerską ekipę z Tymoteuszem Puchaczem w składzie. Długa podróż nad Morze Kaspijskie to nic przyjemnego, ale w grę też wchodzi dużo lepszy wariant – przeprawa przez Bałtyk, gra ze znaną sobie ekipą z Kuopio. Ta faza eliminacji nie jawi się jako trudna do przejścia. Pozostanie ostatnia. Szczęście będzie blisko, trener musi tylko panować nad emocjami swych klasowych graczy.

Udostępnij:

Podobne

Kłopot z kręgosłupem

Po wylosowaniu przez Lecha mistrza Danii wydawało się, że gorzej być nie może, że los znów okazał się okrutny. Najtrudniejszy w całej stawce przeciwnik trafił

Pucharowa droga Lecha Poznań

We wtorkowy wieczór Lech zagra pierwszy mecz w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Jego rywalem będzie Aarhus GF. Rewanż w przyszłą środę przy Bułgarskiej. Właśnie się