Szczęście sprzyja lepszym? Niekoniecznie. Rok temu Lech zdobył mistrzostwo Polski, ale nie przełożył sukcesu krajowego na europejski. W losowaniu trafiał na lepszych od siebie, musiał zadowolić się grą w Lidze Konferencji. Podobno nic dwa razy się nie zdarza, więc tym razem miało być inaczej. Niestety, pech klubu nie opuszcza. W pierwszej rundzie można było trafić na przeciwnika łatwego do wyeliminowania, ale Lechowi przypadł najmocniejszy w całej stawce – mistrz Danii.
Aarhus GF nie był rozstawiony, znalazł się w grupie słabszych, w ostatnich latach nie uczestniczył bowiem w europejskich rozgrywkach. Lech ma współczynnik pozwalający na rozstawienie we wszystkich rundach. Cóż jednak z tego, skoro już „na dzień dobry” musi mierzyć siły z przeciwnikiem od siebie nie gorszym. Duński trener Kolejorza mówi o wyrównanych silach, klasę jednego i drugiego zespołu widzi podobnie.
Natomiast portal transfermarkt wyżej ocenia graczy Kolejorza. Mają kosztować o ok. 20 milionów więcej. Jest to jednak mylące. Na wartość Lecha wpływają gracze, których za chwilę może tu nie być – wychowankowie mający zgodę na transfery. Nabywca zapłaci sporo, ale głównie dlatego, że kupi potencjał. Gracze doświadczeni, o znacznie niższej wartości finansowej, mogą dać drużynie wcale nie mniej. Lepiej się więc finansami nie sugerować.
Wartość polskiej ekstraklasy w ostatnich sezonach wzrosła, głównie dzięki wynikom naszych drużyn w Lidzie Konferencji. Jeszcze kilka lat temu liga duńska wyprzedzała polską o kilka długości, zresztą do dziś najlepsze tamtejsze kluby mają wyższą markę niż polskie. FC Kopenhaga, mająca drużynę wartą 80 milionów euro, grywała w Lidze Mistrzów. W zakończonym sezonie spuściła z tonu. Jeszcze lepszych zawodników ma FC Midtjylland, tu już mowa o wartości przekraczającej 100 milionów. Oba te klubu przegrały walkę o tytuł z GF Aarhus, co ma swoją wymowę.
Komentatorzy jako atut Lecha uznają osobę trenera, który kilka temu wygrał swą rodzimą ligę. Wtedy jednak dzisiejszy rywal Kolejorza był dość słaby, w ostatnich dekadach zdarzało mu się spadać z ligi. Dziś dla każdego, kto ma choćby skromne pojęcie o futbolu i dostęp do internetu analiza gry dowolnego zespołu nie stanowi problemu. Sztab szkoleniowy Lecha będzie o Duńczykach wiedział wszystko, to samo można powiedzieć o sztabie duńskim.
Z pewnością uwadze przeciwników nie umknie fakt, że Lechowi nieciekawie idzie na początku rozgrywek. Potrzebuje kilku kolejek, by wejść w rytm, a skład drużyny jest kompletowany jeszcze później. Przykładem jest ubiegły rok, gdy z różnych przyczyn, także medycznych, Lech w lipcu i sierpniu prezentował się, delikatnie mówiąc, średnio. Przegrał na własnym stadionie mecz o Superpuchar, w pierwszym spotkaniu ligowym jego braki ujawniła Cracovia. Wiosną, a raczej jeszcze zimą sytuacja się powtórzyła, gdy przy Bułgarskiej Lechowi szans nie dała Lechia.
Teraz, jeżeli historyczna szansa ma być wykorzystana, powinno być zupełnie inaczej. Szczyt formy musi przypaść już na połowę lipca. Także ze wzmocnieniami nie wolno długo czekać. Zawsze warto liczyć na ciekawe okazje, ale priorytetem jest start eliminacji Ligi Mistrzów. Może się przecież okazać, że pierwszy przeciwnik jest tym najtrudniejszym. Eliminując go, zobaczy się przed sobą łatwą drogę na europejskie salony.




