Dwie fantastyczne wiadomości dotarły w jednej chwili do wszystkich, którym bliskie jest powodzenie Lecha Poznań. Luis Palma, gwiazda całej ligi, zostanie w Poznaniu na dłużej. Szanse na wygrywanie meczów radykalnie w ten sposób wzrosły, bo możliwości tego piłkarza są ogromne, co już udowodnił. Druga wiadomość jest nawet ważniejsza. Uruchamiając klauzulę wykupu Honduranina, wydając na to ogromną kasę, władze klubu dały jasny sygnał: jesteśmy zdeterminowani. Będziemy budować mocną drużynę. Idziemy po sukcesy, być może największe w dziejach Kolejorza.

Nie jest powiedziane, że triumfy przyjdą, że Lechowi już teraz pisana jest wielkość. To przecież sport, wyniki są wypadkową nie tylko inwestycji i determinacji, umiejętności i mądrości, pomóc lub przeszkodzić może wiele czynników. Ważne jest jednak samo nastawienie. O ile kiedyś można było wątpić, czy sportowe wyniki są dla właściciela klubu najważniejszym z priorytetów, teraz widzimy czarno na białym, że Lech może i że Lech chce. Można było sobie Palmę odpuścić, taka decyzja jakoś by się obroniła, niejedno już tu tłumaczono unikaniem szaleństwa transferowego. Teraz wiemy, że nie ma rozbieżności – kibice i władze Lecha idą w tym samym kierunku, myślą o tym samym celu. I właśnie to jest tak cenne. Nie ma co rozważać, czy było to możliwe wcześniej. Ważne, by nie zakłócać obecnego trendu.

Gdy się zastanowimy nad tym ruchem, nie znajdziemy w nim dużego ryzyka. Owszem, można byłoby powiedzieć, że za cztery bańki sprawimy sobie dwóch, a nawet trzech solidnych grajków. Jednak właśnie takie zakupy obarczone byłyby niepewnością. Pamiętamy przecież, ilu Lech sprowadził „solidnych” skrzydłowych, a potem miał problemy z pozbyciem się ich. O ile potrafił wyszkolić Skórasia i „Kamyka”, sporo na nich zarobić, to Barkroth, Keita, Sykora, Ba Loua i kilku innych mocno zawiedli, a nie grali tu za darmo. Palma miewał słabsze występy, źle mu szło zimą, ale wygrał Lechowi tyle ważnych meczów, że bez niego prawdopodobnie nie byłoby mistrzostwa, podobnie jak rok wcześniej bez Gholizadeha.

Trudno o lepszy dowód na to, że warto mieć piłkarzy z jakością. Futbol nie przypomina nie tylko innych dyscyplin sportu, ale i innych dziedzin życia. Nigdzie nie krążą tak ogromne pieniądze. Choć czasami bywają źle lokowane, prawidłowość jest oczywista: za jakość płaci się bardzo dużo. Wyścig trwa, biedniejsi są bez szans. W Lechu dobrze o tym wiedzą. Potrafią zarobić, potrafią wydać. Decyzje nietrafione pisane są każdemu, ale nie ma wątpliwości, że im wyższe kwoty, tym większe szanse sukcesu. Najpierw trzeba mieć. Potem kupić. To drugie wcale nie jest łatwiejsze.

Klubu mającego przed sobą określony cel nie stać na sprowadzanie byle kogo z nadzieją, że uda się jakoś dograć sezon. Wiemy już, na co klub się nastawił. Jeśli swe cele spełni, reszta ligi pozostanie daleko z tyłu, i to prawdopodobnie na lata. Lech to nie Legia, nie Widzew. Kluby te potrafią wydawać bez opamiętania, ale budowę solidnych podstaw odkładają na później. W Poznaniu nie ma zagrożenia, że w przypadku jednego czy drugiego niepowodzenia wszystko się posypie, a potem każda zła decyzja będzie ratowana jeszcze gorszymi.

Udostępnij:

Podobne

Pożegnaliśmy Jarka Jechorka

Na miłostowskim cmentarzu w czwartkowe popołudnie tłum ludzi żegnał zmarłą 29 lipca legendę koszykarskiego, i nie tylko koszykarskiego Lecha, Jarosława Jechorka. Oprócz najbliższej rodziny w

Jak złamać Farerów?

Lech nie cierpi grać przeciwko zespołom desperacko się broniącym, usiłującym zapobiec stracie gola wszelkimi sposobami sportowymi i niesportowymi. Tymczasem w czwartek stanie przed takim właśnie