Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać, czy drużyna, która tak bardzo zawiodła w spotkaniu przeciwko GKS Katowice, wróci do równowagi. Jak się okazało – wróciła. Poważne obawy wzbudziły braki w defensywie, przede wszystkim nieobecność Mrozka. Zawiodło jednak coś innego – skuteczność.
Przed trudnym spotkaniem przeciwko rozpaczliwie szukającej punktów Pogoni zwycięstwo wydawało się szczytem marzeń. Stało się faktem, a jednak przebieg rywalizacji pozostawił niedosyt. Już w pierwszej połowie można było rzucić świętujących klubowy jubileusz gospodarzy na kolana, a potem wynik jeszcze poprawić. Tymczasem, w dramatycznych okolicznościach, obrona punktów trwała do ostatnich sekund. Wszystko przez zmarnowanie wielu stuprocentowych okazji. Ishak, który szybko mógł, a właściwie powinien wywalczy pierwszy swój hat trick w ekstraklasie, zakończył mecz bez żadnego trafienia. Bramkarz Pogoni dziecinnie łatwo zatrzymywał go w sytuacjach sam na sam. W podobnej sytuacji poradził sobie z Gholizadehem. Największym jednak pudłem „popisał się” Walemark. Z sześciu metrów, mając przed sobą pustą bramkę, trudno kopnąć nad poprzeczkę. On tego dokonał.
Zwycięstwo to zwycięstwo, liczą się punkty, ale wypadało nastrzelać słabej Pogoni wiele bramek. Bilans goli może mieć znaczenie dla kształtu tabeli, nawet rozstrzygnąć o mistrzostwie przy równej liczbie punktów. Przeciwko Jagielloni Lech remisował i u siebie, i na wyjeździe. „Jaga”, która chyba wraca do dobrej formy, po wysokim zwycięstwie nad Arką ma bilans lepszy o dwie bramki. Gdyby nie brak zimnej krwi ofensywnych graczy Lecha, byłoby odwrotnie.
Trenerowi Frederiksenowi zależało na ukryciu przed prowadzącym Pogoń rodakiem problemów, które dotknęły jego defensywę. Posłużył się poznańskimi dziennikarzami instrumentalnie. Kilka chwil przed zajęciem miejsca w klubowym autokarze biorącym kurs na Szczecin bez zmrużenia oka, z uśmiechem na twarzy informował ich, że kontuzjowani zawodnicy wracają do drużyny, sytuacja kadrowa jest dobra. Na następnej konferencji prasowej z pewnością znów pojawią się pytania o sytuację kadrową. Dziennikarze, których rolą jest przekazywanie informacji ludziom interesującym się Lechem, będą mieli problem, nawet jeśli ograniczą się do skrupulatnego cytowania trenera.
O tym epizodzie zapomnimy, a nawet będziemy go wspominać z uśmiechem, jeśli Lech wygra wyścig o mistrzostwo. Jest o co się bić. Po dobrych pucharowych wynikach polskich drużyn mistrzowi kraju wystarczy wygrać ostatnią rundę eliminacji do Champions League, by trafić do elity i zarobić gigantyczne, jak na polskie warunki pieniądze. To mógłby być sukces wytyczający rozwój klubu na najbliższe sezony. Grzechem byłoby nie wywiązać się z roli faworyta rozgrywek, nie wykorzystać potencjału ujawnionego także w Szczecinie.
Mówi się o niewykorzystaniu licznych okazji bramkowych, o fenomenalnym pudle Walemarka, ale jeszcze ważniejsza jest umiejętność dochodzenia do korzystnych sytuacji. To prawda, że zainteresowana atakowaniem Pogoń nie ustawiła się kompaktowo, ale ogrywanie jej prostopadłymi podaniami, błyskawiczne wyjścia do przodu graczy Kolejorza imponowały. To, co wydawało się dziecinnie proste, wymaga piłkarskiej jakości. Ishak, Palma, Gholizadeh, Walemark pierwszy raz od dawna zagrali wspólnie od początku meczu. Stworzyli siłę, której trudno się oprzeć. Ten atut trzeba wykorzystać w kolejnych meczach. Jest ich pięć, a wszystkie będą kluczowe. W odwodzie są Hakans, Bengtsson, Ismaheel. Którą polską drużynę stać na taką ofensywną siłę?
Beznadziejna gra w obronie pozbawiła Lecha punktów w meczu przeciwko GKS Katowice. Nic dziwnego, że właśnie o tę formację trzeba się było bać w Szczecinie, zwłaszcza w obliczu kontuzji, braku podstawowego bramkarza. Jednak Lech dał radę. Robert Gumny zdał egzamin jako środkowy obrońca. O Mońce już można mówić, że to defensor klasowy. Oby tylko obyło się bez kolejnych nieszczęść. Na ławce rezerwowych na stadionie Pogoni zasiadał 17-letni Janyszka. Pozostali środkowi obrońcy się wykruszyli.


