Osłabiony Lech zwyciężył w Szczecinie

Zrzedły miny kibicom Lecha Poznań, gdy poznali skład swojej drużyny na trudny mecz przeciwko Pogoni. Nie mogli grać Mrozek, Milić i Skrzypczak, obrona była więc w rozsypce. Na środku defensywy z konieczności musiał awaryjnie wystąpić Gumny. Trzeba przyznać, że z tej roli wywiązał się zadziwiająco solidnie. Lech wygrał tylko 2:1 mimo oddania ponad 20 strzałów i stworzenia wielu wyśmienitych okazji bramkowych. Dramatyczna nieskuteczność spowodowała, że do ostatnich sekund trzeba było drżeć o punkty

Już w pierwszej połowie Ishak mógł sobie zagwarantować tytuł króla strzelców. Kilkakrotnie wychodził sam na sam z bramkarzem, oddawał strzały będąc w korzystnej sytuacji. Niestety, wszystkie te pojedynki z przegrał z Cojokaru, kreując go, wspólnie z równie nieskutecznymi kolegami, na być może najlepszego bramkarza ligowej kolejki. Lech całkowicie zdominował bezradnych gospodarzy. Eksperymentalnie zestawiona obrona miała mało okazji do sprawdzenia się, rzadko musiał interweniować mało kibicom Kolejorza znany Andreev. Do przerwy, mimo oddania tuzina dobrych strzałów, było tylko 1:0, w dodatku z dużą dozą szczęścia, bo po uderzeniu Kozubala i rykoszecie od obrońcy.

W drugiej połowie należało się spodziewać szturmu chcącej wrócić do meczu Pogoni, tymczasem to Lech wciąż niepodzielnie panował na boisku. Stworzył kilka kolejnych świetnych okazji bramkowych, seriami jednak przegrywał z Cojokaru. Najlepsze sytuacje mieli Szwedzi Ishak i Walemark. Ten drugi miał przed sobotą pustą bramkę, dokonał niestety nie byle jakiego wyczynu przenosząc piłkę nad poprzeczkę. Druga bramka jednak padła, gdy Palma umiejętnie podsumował doskonale wyprowadzony kontratak. Tym razem bramkarz Pogoni był bezradny..

Gospodarze nie mieli innego wyjścia jak starać się atakować, odsłaniając się przy tym, a Lech raz po raz próbował zamknąć mecz karcąc ich kontrami. Jego nieskuteczność spowodowała, że końcówce musiał cierpieć i robić wszystko, by dowieźć punkty. Pogoń złapała kontakt 10 minut przed końcem i rzuciła się do ataku czując krew. W międzyczasie trener Kolejorza przeprowadził kilka zmian i ofensywna gra jego zespołu nie była już tak płynna. Przez cały mecz miejscowa, gorąco dopingowana ekipa tylko trzykrotnie strzeliła celnie, a była o włos od wyrównania.

Lech z Agnero w ataku i chaotycznym, fatalnie podającym Ismaheelu na skrzydle walczył już tylko o przetrwanie. Kiedy trenerowi nie pozostała już żadna zmiana, bolesny skurcz mięśnia łydki powalił Andreeva i trzeba się było zastanawiać, który z obrońców wejdzie w jego miejsce do bramki. Na szczęście Bułgar doszedł do siebie, mimo iż kulał i drugi raz musiał korzystać z pomocy medycznej. Mecz trwał przez to dużo dłużej niż doliczone 7 minut. Lech przetrwał ten trudny, sobie tylko zawdzięczany okres i z trudnego terenu wywiózł punkty przybliżające go do mistrzostwa.

Udostępnij:

Podobne

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli