Wszystkie boleści Lecha

Rok temu nowy trener Lecha Poznań, Niels Frederiksen, przeobraził słabiutki, zniszczony nieumiejętnym prowadzeniem zespół w ekipę grającą ofensywnie, widowiskowo, intensywnie, skutecznie. Teraz twierdzi, że ma mocniejszą kadrę, a jednak jej sytuacja jest nieciekawa. Właśnie zaliczyła piątą już w nowy sezonie domową porażkę, w lidze ma negatywny stosunek bramek, traci ich mnóstwo. Kolejorz trafił w ślepą uliczkę i nijak nie może z niej się wydobyć. Przyczyn jest kilka. Trenerskie decyzje są jedną z nich.

Od początku rozgrywek Lech bije frekwencyjne rekordy. Przychodzenie na stadion znów stało się modne, na każdym meczu, nawet na tych przegranych, atmosfera jest piękna, doping bywa porywający. Pytanie – jak długo to potrwa? Fatalna postawa z opóźnieniem budowanej drużyny może ten proces zniweczyć i za jakiś czas trzeba będzie zaczynać od nowa. Teraz wszystko jest w rękach sztabu szkoleniowego.

Porażka z Zagłębiem Lubin jest niewytłumaczalna, biorąc pod uwagę jakość zawodników obu drużyn, możliwości, miejsce w tabeli. Jest ona jednak zrozumiała, gdy oceni się sposób grania, postawę zawodników, liczbę błędów. Tylko w pierwszych minutach widzieliśmy Lecha grającego na miarę swych możliwości. Potem, po stracie bramki, wszystko się posypało. Strzał Ławniczaka był efektowny, nie dał Mrozkowi szansy na interwencję. Defensor z Lubina (niegdyś z Poznania, gdy grał w Warcie) może być wdzięczny obrońcom Lecha, którzy mu nie przeszkodzili, jakby nie wierzyli, że go na taki wyczyn stać.

Gra obrony Lecha jest w nowym sezonie tragiczna. Zawiniła przy większości straconych bramek, w lidzie i w pucharach. Strzela samobóje, gubi piłkę, wyprowadza ją do środka boiska tak, że przeciwnik nie ma problemu z przechwytem i oddaniem skutecznego strzału. Przy stałych fragmentach zachowuje się jak dzieci we mgle. Ostatnio Frederksen zauważył, że zawodnicy Zagłębia są wyżsi i silni, więc bronienie się bywa trudne. W tej sytuacji nie można powtórzyć oczywistego, wielokrotnie zadawanego pytania: dlaczego klub pozbył się wysokiego, silnego i doświadczonego Salamona? Nie znamy okoliczności odejścia wychowanka, ale gdyby wciąż był w drużynie, z pewnością straciłaby mniej goli i punktów.

Inne pytanie, na które nie znajdujemy odpowiedzi: z czego biorą się tak liczne błędy, nie tylko obrońców, lecz wszystkich piłkarzy? Skąd to niechlujstwo? Z braku odpowiedzialności, koncentracji, z bezkarności? Każdy piłkarz Lecha, nawet taki, na którego wydało się kwotę milionową, w każdej chwili może zachować się jak junior. Ostatnio cieszyliśmy się, że kapitan Ishak wrócił do gry po kontuzji, ale w trakcie meczu zaliczał on całe serie pomyłek, nieudanych zagrać, pospolitych kiksów. Przerwa w grze częściowo go tłumaczy, ale i budzi pytanie, dlaczego i jemu udziela się to, co jest cechą wszystkich graczy. W Lechu uchodzi to, co w innym zespole uznane by było za ciężki grzech. Trener ma obniżoną tolerancję na bylejakość. Być może właśnie dlatego nie ma oporów przed korzystaniem z Fiabemy.

Kolejna cecha Lecha: bezradność wobec zmasowanej obrony przeciwnika. Wszyscy na świecie wiedzieli, jak zagra Zagłębie. Lech był na to przygotowany, a jednak grał tak, jak goście sobie życzyli: schematycznie, powoli, bez pomysłu. Długimi minutami piłka krążyła po obwodzie, od zawodnika do zawodnika. Każdy agresywniejszy atak przeciwnika wymuszał wycofywanie jej, także do bramkarza. No i te proste straty w trakcie rozgrywania. Przyczajeni rywale wiedzieli, że Lech prędzej zgubi piłkę, przekaże przeciwnikowi niż wprowadzi ją w pole karne. Po przechwycie byli świetnie zorganizowani w wyprowadzaniu kontr. Nie mylili się. Wystarczyło im kilka dokładnych podań, by natychmiast znaleźć się w pobliżu Mrozka, mając przed sobą niepewnie grających obrońców. Recepta na zwycięstwo była prosta, zrealizowana została sprawnie.

Jedyny pozytyw tego meczu to lepsza niż dotychczas postawa Rodrigueza. Wreszcie błysnął jakością, szybkością w prowadzeniu piłki, zwodami. Tyle, że daleko od bramki Hładuna mało się to przydawało. Wreszcie jednak widać potencjał tego piłkarza, jego umiejętności. To samo możemy powiedzieć o Ismaheelu, zwłaszcza w pierwszych fragmentach meczu. Natomiast Agnero to wciąż zagadka. Czekało się tu na napastnika jak na Mesjasza, przyszedł w ostatniej chwili i chyba nieprędko się dowiemy, czy to jest ten właściwy człowiek. Pokazał się tylko na kilka minut, bardziej oswajając sie z boiskiem i atmosferą niż grając w piłkę, rzadko miał z nią kontakt. Przy słabszej postawie rekonwalescenta Ishaka przydałby się napastnik wdrożony już do drużyny.

W nowym sezonie Lechowi nie wypaliło kilka spraw. Na nowych graczy wydał mniej niż Raków i Widzew, niewiele więcej niż „Jaga” i Pogoń, ale prawdopodobnie nieprędko odniesie z tego korzyść. Wciąż niewyjaśnioną pozostaje przyczyna tak licznych kontuzji, przede wszystkim mięśniowych. Niezależnie od tego Lech rozczarowuje jakością gry, postawą defensywy, licznymi błędami, na jakie nie pozwala sobie nikt w tej lidze. Drużyna nie zaczęta sezonu jako dobrze przygotowana. Budowana jest tak długo, już w trakcie rozgrywek, zmaga się z tyloma problemami, że prawdopodobnie straci mnóstwo punktów, w rodzimej lidze i w Europie, zanim zacznie funkcjonować tak, jak by mogła przy bardziej umiejętnym prowadzeniu.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny