Jeden rywal, dwa wyjazdy

Resovia będzie najbliższym drugoligowym przeciwnikiem rezerw Lecha. A potem pierwszej drużyny w ramach Pucharu Polski. Zawodnikiem, który może w sobotę przecierać szlaki starszym kolegom, ale i zagrać w obu spotkaniach, jest Mateusz Skrzypczak.

W Kolejorzu rządzi młodzież. Zawodnicy na dorobku opanowali pierwszą drużynę i spowodowali, że decyzją trenera na ławce rezerwowych przesiadują gracze doświadczeni, sprowadzeni za wysokie pieniądze i dobrze opłacani. W ogóle nie gra Cywka, Makuszewski rzadko pokazuje się na boisku, na szanse występu musi czekać Amaral, jeden z najlepszych zawodników całej ligi.

Na pewne miejsce w składzie może natomiast liczyć sprowadzony latem z podrzędnego chorwackiego klubu Muhar. Pozycja nr 6 należy do niego. To gracz silny, nieustępliwy, ale jednostronny. Potrafi rozbijać akcje przeciwnika, gdy nie spóźni się z interwencją, ale słabo mu wychodzi gra do przodu. O próbach strzałów z dystansu lepiej nie wspominać, bo są one żałosne. Uderza mocno, ale co najmniej kilka metrów od celu. Czasami kilkadziesiąt.

Na jego pozycji może grać Mateusz Skrzypczak. Trener pozwolił mu na występ w Pucharze Polski w Głogowie. Zawodnik odwdzięczył się zdobyciem gola. Wcześniej zaliczył kilka ostatnich minut w starciu przy Bułgarskiej przeciwko Jagiellonii. Ten młody zawodnik ma już całkiem niezłe umiejętności, gra nie mniej twardo i ambitnie niż Muhar, jest silny. To rezultat dodatkowych treningów, jakie sobie aplikuje. – Treningi nie kończą się na tym, co robię w klubie. Pracuję na siłowni, dodatkowo z piłką. Jeśli to się robi z głową, efekty muszą przyjść – twierdzi.

Jak znosi fakt, że jego rówieśnicy grają więcej niż on? – Taka jest decyzja trenera. W Głogowie wysłałem mu jasny sygnał. Jestem gotowy. Muszę robić swoje i wciąż podsuwać trenerowi argumenty. Między mną a Karlo Muharem rywalizacja jest zdrowa. Nie chcę się do niego porównywać, to rola trenera. Wiem tylko tyle, że czuję się dobrym zawodnikiem, ale i Karlo takim jest – mówi młody pomocnik.

Przygotowywał się do wyjazdu do Rzeszowa z drugą drużyną. – Jeżeli będzie okazja rozegrania meczu, chętnie z tego skorzystam. Już dawno nie grałem, a minuty są mi potrzebne – dodaje Mateusz Skrzypczak. Z pewnością nie ma nic przeciwko ponownemu wyjazdowi na Podkarpacie, już z pierwszym zespołem.

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli