Amaral na testach w Lechu. W sobotę podpisze kontrakt

Mocno osłabiona na początku sezonu kadra Lecha będzie trochę mocniejsza. Do Poznania w sobotę przyjechał João Pedro Reis Amaral, portugalski napastnik. Jeśli pomyślnie przejdzie testy medyczne, podpisze czteroletni kontrakt, a Lech pobije transferowy rekord. Za piłkarza Benfiki Lizbona zapłaci półtora miliona euro. 

Amaral za dwa tygodnie skończy 27 lat. Późno, bo dopiero w sezonie 2016/2017 zaczął prawdziwą piłkarską karierę przenosząc się do Vitorii Setubal. Wcześniej grał w małych, prowincjonalnych klubach portugalskich. W 2018 roku został piłkarzem Benfiki, jednak z niewielkimi szansami na szybkie przebicie się do pierwszego składu. Obserwował go, a potem pracował nad transferem Andrzej Juskowiak.

– João jest bardzo wszechstronnym zawodnikiem, może grać jako drugi napastnik, ofensywny pomocnik lub skrzydłowy. Posiada takie atuty, których w naszym ustawieniu taktycznym potrzebowaliśmy. Teraz wchodzi w najlepszy okres kariery piłkarskiej. Poprzedni sezon, kiedy grał w Vitorii Setubal, był dla niego bardzo dobry, zwrócił na siebie uwagę kilku klubów, między innymi właśnie Benfiki, z której trafił do nas – mówi były napastnik Lecha.

Portugalski zawodnik był pierwszym wyborem trenera Ivana Djurdjevicia. Lech przestał się tym graczem interesować, gdy pojawiła się szansa pozyskania Carlitosa. Po przegraniu rywalizacji o Hiszpana, znów zainteresował się Amaralem. Klub zamierza zgłosić go jak najszybciej do wszystkich rozgrywek. Jest szansa nawet na występ nowego napastnika w pucharowym meczu przeciwko Białorusinom z Soligorska.

Zdjęcie: lechpoznan.pl/fot. Marcin Rajczak

 

Udostępnij:

Podobne

Finał nie dla Lechitek

Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,