Emir Dilaver urodził się w Bośni, a właściwie w Jugosławii, przed jej formalnym podziałem. Jego rodzina, uciekając przed wojną, przeniosła się do Austrii. Tam Emir się wychował, tam zacząć grać w piłkę. W 2001 roku, jako dziesięciolatek związał się z Austrią Wiedeń. Po latach, jako jej piłkarz zdobył mistrzostwo Austrii. W 2014 roku przeniósł się do Ferencvarosu Budapeszt, gdzie także świętował zdobycie mistrzowskiego tytułu. W tym sezonie gra w Lechu. I też ma duże szanse na mistrzostwo.
– Emocje nas napędzają. Czerpię radość oczekiwania na mistrzostwo, choć sytuacja jest jeszcze niepewna, toczy się wyrównana walka. Mimo wszystko staramy się ze spokojem przystępować do kolejnych meczów – mówi obrońca Lecha. Obowiązujący w Polsce system rozgrywek, z rundą finałową, uznaje za ciekawy. – Dla nas ten system jest trudny, czeka nas twarda walka do samego końca, ale podoba mi się to – zapewnia.
W tej kolejce sytuacja się zmieniła. Wcześniej Lech wywierał presję na przeciwnikach grając jako pierwszy. Teraz zagra swój mecz po Legii, która nie dała szans Koronie. – Ostatnio oglądaliśmy mecze przeciwników liczą, że się potkną, ale sobie poradzili. Trzeba patrzeć przede wszystkim na siebie i na siebie liczyć. Presja jest taka sama, gdy się gra jako pierwszy i gdy się przystępuje do meczu znając już wyniki spotkań z udziałem rywali. Wygrać trzeba, bez względu na cokolwiek – twierdzi.
Jest przekonany, że mecz z Górnikiem będzie równie trudny, jak poprzedni, gdy po wyrównującej bramce z rzutu karnego wynik zawisł na włosku. Zdaniem Emira Dilavera, goście się nie poddadzą. Wciąż mają o co walczyć. Perspektywa czwartego miejsca jest dla nich całkiem realna, a może to zapewnić grę w europejskich pucharach. Górnik będzie więc zdeterminowany. Zapowiada się zacięty mecz.



