Kiedy po zakończeniu rozgrywek jesiennych Putnocky przeszedł zabieg kolana, po którym musiał się rehabilitować jeszcze w trakcie zimowych przygotowań, stało się oczywiste, że Burić jest o krok od odzyskania miejsca w bramce. W sparingach wypadł bardzo dobrze, więc trener nie miał wątpliwości i postawił właśnie na niego. W Gdyni jako jeden z nielicznych Lechitów nie zawiódł, trafił nawet do jedenastki 22 kolejki, jako jedyny z drużyny. Świetnie też spisał się w meczu przeciwko Pogoni.
– Dobrze pracował zimą, ale obecna jego forma to efekt nie tylko trenowania w ostatnim czasie – twierdzi Andrzej Dawidziuk, trener bramkarzy Lecha. – Na jego klasę wpływ miało to, co robił, gdy nie był bramkarzem numer jeden. Na każdym treningu widziałem jego wielkie zaangażowanie. Pracował tak, jakby to on był w podstawowej drużynie. Sama praca w okresie przygotowawczym nie wystarczyłaby, aby znaleźć się teraz w tak świetnej dyspozycji.
Putnocky powinien pójść za przykładem „Jasia” i mocno trenować w okresie, gdy mecze spędza na ławce rezerwowych. – Między nim i Jasminem poziom jest wyrównany. Matus musiał się liczyć z tym, że nie zawsze będzie stał w bramce. W każdej chwili, z rozmaitych przyczyn mógł ustąpić miejsca koledze na okres dłuższy niż jeden, czy dwa mecze. Naszą rolą jest być sprawiedliwym wobec bramkarzy. Pokazać im, że jeżeli w którymś momencie nie gra, to dlatego, że jego konkurent znalazł się w lepszej dyspozycji. Najważniejsze jest dobro drużyny – podkreśla Andrzej Dawidziuk.
I Matus, i Jasmin byli już w sytuacji drugiego bramkarza. – Rola, jaką odegrał Burić, gdy pierwszym bramkarzem był Putnocky, jest nieoceniona. W każdym momencie Matus miał od niego wsparcie, i na rozgrzewce, i w trakcie meczu, i po jego zakończeniu. Dziś role się odwróciły i Matus jest wsparciem dla Jasmina. Nie wiemy, do kiedy to potrwa. Trudno przewidzieć wszystkie czynniki. Najważniejsze, że obaj bramkarze są profesjonalistami na najwyższym poziomie – podsumowuje trener Dawiodziuk.



