Bjelica pod specjalnym nadzorem

Po dwóch meczach przerwy w niedzielę na ławkę rezerwowych Lecha wraca trener Nenad Bjelica. Nie zamierza zmieniać postępowania. Twierdzi, że każdy ma swój charakter, także on. Nie pozostanie obojętny na to, co robią sędziowie, a zwłaszcza system VAR. – Kiedy sędzia popełnia pierwszy błąd, nie reaguję. A kiedy powtarza się to drugi, trzeci czwarty raz, nie wytrzymuję, nie mogę nie zareagować – twierdzi.

Zdaniem Bjelicy, poziom sędziowania jest w Polsce dużo wyższy niż we Włoszech, czy w Austrii, gdzie wcześniej pracował. Błędy zdarzają się wszędzie, trzeba je akceptować. Zadaniem VAR-u miało być ich naprawianie, ale – jak twierdz trener Lecha – system ten bardziej szkodzi niż pomaga. – W Lubinie nas uratował, ale to nie znaczy, że działał dobrze. Opinii o nim nie zmieniam. Trzeba było aż 5 minut czekać na decyzję! 5 minut! To już nie jest piłka! – oburza się Bjelica.

Podkreśla, że kiedy w meczu z Legią pomyłka sędziego Marciniaka kosztowała Lecha stratę punktów, zaakceptował to, bo to się przecież zdarza. Na tym polega futbol, sędziowskie pomyłki są w niego wpisane. Teraz jednak nie tylko sędziowie się mylą, ale i VAR. – Ostatnio nawet Luka Modrić, najlepszy pomocnik świata stwierdził, że VAR to zły system. Także inne znane osoby są przeciwne weryfikacji – argumentuje Bjelica.

W Polsce jego opinia na ten temat jest powszechnie znana. Zdradził, że został ostrzeżony, iż będzie teraz w związku ze swymi wypowiedziami obserwowany. Niech chce wyjawić, kto go ostrzegł. W poprzednim sezonie tylko raz został wysłany na trybuny, gdy wszedł w konflikt nie z sędzią, ale ze Sławomirem Peszko. W tym sezonie zdarzyło się to dwukrotnie. Ostatnio tylko za to, że zadał sędziemu pytanie: „Co zrobiłem?”. We Włoszech sędziowie karali go czterokrotnie, za każdym razem za dyskusje z nimi. – To są moje emocje. Inaczej nie będę reagować. Nie zamierzam się zmieniać. Dlatego mam być obserwowany? – pyta trener.

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli