Jest Czarnogórcem, ma też obywatelstwo bułgarskie, nie narusza więc na limitu zawodników spoza Unii Europejskiej. Lista klubów, w których występował, jest imponująca. Oprócz drużyn z byłej Jugosławii są na niej m.in. CSKA Sofia, Udinese, Aberdeen FC, Sturm Graz, Osasuna. Grał też w Chinach. Na sprowadzeniu doświadczonego, obdarzonego słusznym wzrostem obrońcy bardzo zależało trenerowi Bjelicy.
Niestety, Chorwatowi nie było dane długo cieszyć się występami tego defensora. Fatalnym okazał się dla niego rozegrany w połowie sierpnia mecz z Zagłębiem Lubin. Vujadinović popełnił wtedy błąd, który kosztował drużynę stratę bramki i punktów w samej końcówce. Doznał też urazu barku. Właśnie ta kontuzja wykluczyła zawodnika z meczów aż na cztery miesiące. Mógł uczestniczyć w zajęciach z drużyną, trenować, rozegrał też jeden ze sparingów, ale o grze na sto procent nie było mowy.
Ostatnio Vujadinović zakomunikował, że jego bark został już wyleczony. – Mogę wreszcie trenować na sto procent i rywalizować o miejsce w składzie. Trener, wystawiając skład na mecze, może mnie brać pod uwagę. Teraz już tylko od niego zależy, kiedy wrócę na boisko – oświadczył czarnogórski defensor. Cieszy się, że najgorsze ma za sobą. Nigdy jeszcze nie leczył się tak długo. Przetrwał frustrujący okres, bo przyjechał do Poznania, by pokazać się z dobrej strony, pomóc drużynie, ale nie było mu to dane.
Drużyna, której słabo ostatnio idzie w ofensywie, straciła do tej pory tylko 15 bramek. Te dobre statystyki mogą spowodować, że trener nie będzie chciał ryzykować wprowadzania do gry praktycznie nowego obrońcy. Zbliża się jednak okres, gdy w tydzień trzeba będzie zagrać trzykrotnie, więc zmiany w składzie staną się nieodzowne. W niedzielę Lech spotka się z Cracovią, a już w środę zmierzy się w Lubinie z Zagłębiem. Powrót Vujadinovicia w tym akurat spotkaniu miałby wyraz symboliczny – jego absencja trwałaby od Zagłębia do Zagłębia. W następną niedzielę Kolejorz zamknie rok meczem z Termaliką.



