W niedzielnym sparingu przeciwko Dynamu Brześć pierwszy raz od wielu tygodni strzelił bramkę, wykorzystując karnego, którego sam wywalczył. W tym meczu nie grał jego rodak Nicki Bille, załatwiający w tym czasie swoje prywatne sprawy. Młodszy z Duńczyków twierdzi, że dla niego rywalizacja z Nickim nie stanowi problemu, napastnicy Lecha dogadują się.
W najbliższym meczu Lecha znów poprowadzi Rene Pomos, asystent zdyskwalifikowanego na dwa spotkania Nenada Bjelicy. Austriak spodziewa się trudnego spotkania. – Wszyscy pamiętamy ostatnią kolejkę ubiegłego sezonu. Prowadziliśmy 2:0, potem gospodarze wyrównali, emocje były do samego końca meczu przedłużonego z powodu konieczności sprzątania rzuconych na boisko serpentyn, decydowała się sprawa mistrzostwa i startu w europejskich pucharach – mówi Rene Poms.
Lech od niepamiętnych czasów nie wygrał w Białymstoku, zawsze grało mu się tam ciężko. Teraz sytuacja będzie szczególnie trudna, bo za nadmiar kartek nie wystąpią Makuszewski i Dilaver, a kontuzjowani są Situm i Kostewycz. – Damy radę ich zastąpić. Mamy szeroki skład. Kiedy w meczu przeciwko Legii Situma zastąpił Radut, nasza gra nie pogorszyła się. Mamy Barkrotha, a także młodego Jóźwiaka, o ile porozumie się on z klubem w sprawie swej przyszłości – przypomina drugi trener Kolejorza.
Dotychczasowe mecze, gdy prowadził Lecha w zastępstwie Bjelicy, kończyły się sukcesem. Ma szanse przejść do historii jako trener zwycięski, wygrywający wszystkie spotkania. – Pracuję w tym fachu od dziesięciu lat, a od sześciu współpracuję z Bjelicą. Nie musimy podczas meczu się porozumiewać, wszystko mamy ustalone, podejmuję takie decyzje, jakie by podjął pierwszy trener – podkreśla Rene Poms.



