Emocje gwarantowane, ale czy forma wróci w najważniejszym momencie?

Tylko o Kostewyczu można powiedzieć, że z całą pewnością nie wystąpi w spotkaniu przeciwko Legii. Niepewna jest też gra Dilavera, który już w środę zapewniał, że wyzdrowieje, wciąż jednak, niemal do ostatniej chwili, trenował indywidualnie. Najważniejsze, że Jevticia stać na rozegranie pełnego spotkania, do składa wraca Gajos. Lech nie będzie więc bardzo osłabiony, może więc uda mu się w najważniejszym momencie otrząsnąć z marazmu.

Od początku sezonu Lech nie zachwyca. Brakuje jakości, mnożą się niecelne podania i proste straty, niewymuszone błędy. Tak było także w meczach przeciwko FK Haugesund i Utrechtowi przywoływanych przez trenera jako przykład dobrych występów – tylko dlatego, że Lech walczył, nie poddał się przed pierwszym gwizdkiem, był zdecydowany. Nie ma możliwości, by przez kilka dni zespół na tyle poprawił jakość swej gry, by dominować nad Legią. Być może do sukcesu wystarczy tylko determinacja, dążenie do strzelania goli.

Nieobecność na ławce Nenada Bjelicy nie znaczy, że zabraknie spięć, nerwowych momentów. Takie spotkania zawsze wyzwalają większe niż zwykle emocje, piłkarzom udziela się atmosfera trybun. Trener Lecha twierdzi, że ma zaufanie do Szymona Marciniaka, wyznaczonego do prowadzenia tego meczu. – Kiedy podczas meczu w Warszawie jego asystent popełnił błąd uznając gola dla Legii strzelonego z wyraźnego spalonego, potrafił po meczu za to przeprosić – chwali sędziego Bjelica.

Poziom sędziowania w Polsce ocenia jako wysoki, mimo iż arbitrom zdarzają się bardzo słabe dni. Podczas poprzedzającej mecz z Legią konferencji prasowej apelował do eksperta Canal+, Sławomira Stępniewskiego, by porównał faul popełniony we Wrocławiu na Makuszewskim, który winowajcy uszedł na sucho, oraz faul Situma na Koseckim, po którym sędzia wskazał na „jedenastkę”. – Panie Sławku, proszę powiedzieć, co było większym faulem i czy za każdy kontakt trzeba pokazywać żółtą kartkę lub dyktować rzut karny – prosił trener Lecha.

Dodał, że w czasie meczu rację przyznał mu sędzia techniczny, ale co z tego, skoro nie przełożyło się to na decyzje Pawła Gila, głównego arbitra. Żartował, że w niedzielę w Poznaniu sędzia Szymon Marciniak będzie miał problem – na ławce Lecha zabraknie Bjelicy, a Rene Poms też potrafi zachować się nerwowo. Wykluczył jednak, by w kolejnym meczu nie miał kto Lecha prowadzić, gdy pierwszy i drugi trener zostaną zdyskwalifikowani.

Najbardziej prawdopodobny jest następujący skład Lecha: Putnocky – Gumny, Janicki, Nielsen, Situm – Trałka, Gajos, Majewski – Makuszewski, Gytkjaer, Jevtić.

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli